W kontekście debat o kondycji polskiego Szkolnictwa Wyższego często przewija się wątek pozycji uniwersytetów w różnych międzynarodowych rankingach. Bardzo interesującą analizę, autorstwa prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, można było niedawno przeczytać w tygodniku Wprost (nr 4/2010). Zainteresowane osoby zachęcamy do lektury, a niezależnie będziemy wdzięczni za wskazanie Państwa zdaniem najbardziej obiektywnych i interesujących rankingów uczelni wyższych.
Komentarze
Kliknij jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
2
oceń komentarz masz 1 głos
Przede wszystkim brawa dla profesora Wróblewskiego za przystępne wyjaśnienie, na czym polegają rankingi wyższych uczelni, a zwłaszcza na jakich kryteriach są oparte. Jednoznacznie z tego wynika, że nie nadają się do porównywania całości nauki i wszystkich wyższych uczelni. W żadnym wypadku nie odpowiadają na ogólne pytanie, w której uczelni na całym świecie lepiej uprawiana jest nauka, a w której lepiej kształci się studentów. Jednakże wątpię, czy zwolennicy rankingów potraktują ten artykuł poważnie. Ja już na kilku forach próbowałem wyjaśniać jakie są kryteria niektórych rankingów i dlaczego nie nadają się one do obiektywnej oceny polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Za każdym razem okazywało się, że moje wyjaśnienia, oparte na faktach, nie przekonywały wierzących w rankingi. Po prostu, przyjęli oni dogmatyczną zasadę - rankingi to prawda, a polska nauka i szkolnictwo wyższe to ostatnie dno. Jak wiadomo z dogmatami nie sposób dyskutować.
Nie oznacza to, że twierdzę, iż z polską nauką i szkolnictwem wyższym wszystko jest OK. Podzielam ocenę (choć nie w każdym szczególe) profesora Wróblewskiego - wiele rozwiązań należałoby zmienić. Jednakże należy wyraźnie zaznaczyć, w większości są to rozwiązania wprowadzone decyzjami politycznymi i tylko wola polityków może je zmienić. Problem polega własnie na braku tej woli (przynajmniej w czynach).
Wracając do pytania - czy istnieje ranking idealny - zdecydowanie dopowiadam NIE. Jakie powinien spełniać kryteria, by wnosił cokolwiek do naszej wiedzy o nauce i uczelniach?
1. Kryteria oddzielne dla każdej dziedziny nauki.
2. Oddzielna ocena jakości kształcenia oparta na edukacyjnej wartości dodanej.
3. Ocena "produktywności" naukowca oparta na zliczaniu wszystkich jego książek i artykułów naukowych (wydanych po pozytywnych recenzjach), bez względu na kraj i język wydania. Również analiza cytowań musi uwzględniać całość "produkcji" naukowej. Nie mieszajmy przy tym rożnych dziedzin nauki. Wiem, że to trudne i kosztowne przedsięwzięcie. Ale - jeżeli ranking ma mieć sens, to musi być oparty o możliwie pełny zakres danych.
4. Oceny uogólniające powinny być korygowane współczynnikiem wieloletnich nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe w danym kraju. Wpuszczanie na ring boksera wagi piórkowej przeciwko bokserowi wagi ciężkiej nie ma sensu. Ten większy i silniejszy zabije tego drugiego, co nie znaczy że jest lepszym bokserem (jak ktoś widział niedawną walkę Pudzianowskiego to rozumie o czym pisze).
5. Należy unikać kryteriów medialnych (dobrze się sprzedają w mediach) - typu absolwenci, którzy zdobyli Nobla - taka informacja nic nie mówi o aktualnej jakości kształcenia.
6. Należy unikać kryteriów dyskryminujących, czyli takich, których nie ze swojej winy niektóre uczelnie nie mogą spełnić (np. ze względu na ograniczenia polityczne).
Podsumowując, wypadałoby, żeby kryteria rankingów wyższych uczelni odpowiadały zasadom badan naukowych, a nie doniesień prasowych.
2
oceń komentarz masz 1 głos
Podobnie jak moj przedmowca (ZO) ,uwazam, ze nie ma idealnego rankingu, tak jak nie ma uniwersalnego modelu uniwersytetu badawczego do wgladu, ktory by zadowolil i spelnil oczekiwania wszystkich, pod kazdym wzgledem. Niemniej, z takich czy innych powodow, zagadnienie to jest szeroko omawiane w mediach i sie rozwija!? Sprawy poruszone w uprzednim wpisie sa zasadne i przypuszczam, ze czesc z nich, a byc moze i wszytkie zostaly juz uwzglednione w projektach zmian istniejacych rankingow lub tworzonych na nowo. Dzialka ta jest juz w duzym stopniu dosc dobrze opisana w Internecie.
Do wgladu mamy: blogi (np. rankingwatch.blogspot.com/ a takze ), profesjonalne strony instytucji zajmujacych sie tymi sprawami (arwu, ireg,cherpa,RatER), instytucji rzadowych danego kraju (np.universityrankings.ch/en/),danego uniwersytetu (pod wzgledem sukcesu zaodowego absolwento/# of CEO/mines-paristech.fr/Actualites/PR/ tu Uniw.War. na #89 a Polska na #27), a takze mozna tez o tym przeczytac w wikipedi. Niemniej, w zadnym , zrobionym przez instytucje zagraniczna, nie jestesmy w czolowce? Ja rozpoznaje ten lament i niezadowolenie decydentow w ten sposob. Jesli nic /malo sie zmiania w tej materii (brak zdecydowanego marszu polskich uczelni w gore tabel) to najprawodpopdobniej ranking jest zly!??? Niestety, to tylko mala czesc rzeczywistosci.
Juz niebawem, jak sugeruja dane w mediach/bazach danych/statystyce,itp ,a takze z powodow zaadresowanych przez pana Zbigniewa Osinskiego powyzej, wkrotce pojawia sie bardziej precyzyjne /wiarygodne rankingi i jest cicha nadzeja, ze pelne otrzezwienie wszystko najlepiej wiedzacych rodzimych wahofdzuf od szkolnictwa w koncu nastapi?
Jest jedno duze ale. Nie lodzmy sie, ze bez porzadnego posprzatania i gruntownej modernizacji wlasnych uniwersytetow, te nowe rankingi wywinduja nas w gore! Obawiam sie, ze wypadniemy w nich znacznie gorzej niz dzis!
Sama krytyka rankingow, przerozne checi ich uwiarygodnienia , mieszanie ich roli informacyjnej, promocyjnej i porownawczej z pelna merytoryczna ocena osiagniec, potencjalu i zdolnosci uniwersytetow oraz wykazywanie z jednej strony braku, lub przeciwnie, bezposredniego polaczenia tego z faktycznym poziomem nauki w danym kraju, to ...po czesci jalowy spor. Nie przyblizy on nas do konkluzji, ze po 1989r malo zrobiono na polu poprawy kondycji i sukcesywnego rozwoju szkolnictwa i nauki. Tu, w zamian relnej reformy, prominentni autorzy porazek, ludzie nie tworzacy juz sektora i nauki,a zyjacy juz tylko z niego, wciskac wciaz beda, gdzie sie tylko da, kolejne sny o potedze, omawiac w kolko szczegoly, swoje checi i dobre rady poparte sprzeciwem na to, co sie im w glowie nie miesci, wciaz mniemajac ze wiekszosc srodowiska i spoleczenstwo, nadal sadzi, ze nie ma innaczej i lepiej zorganizowanego uniwersytetu i systemu ksztalcenia niz w Polsce? Winny przeciez jest... leniwy student, niewydolny adiunkt i brak stosownych nakadow? To oni oraz pare niezaleznych od nas spraw, ciagna rankingi... w dol!
O co tu chodzi ? O prosta rzecz. Nalezy stworzyc optymalne warunki do sukcesywnej realizacji na kazdym polskim uniwersyctecie podstawowego zadania w zakresie badan i ksztalcenia : od projektu do efektu!
HELLO! TAKI SYSTEM DZIALA ZA GRANICAMI, Ale NIE W POLSCE JESZCZE!
Jesli oczekiwanym efektem ma byc tylko dyplom, stopien i tytul oraz ilosc ksiazek i publikacji-to mam, co mamy i nie narzekajmy. Jesli to jest tym, czym nalezy sie pochwalic przed spoleczenstwem, to tak ono nas traktuj.Jesli uwazacie ze to takie dobre, to sie utrzymajcie z nich sami! To jednak stanowczo za malo! Nawet na te wredne i niedopracowane rankingi!
3
oceń komentarz masz 1 głos
Najprostszy wskaźnik jakości dydaktyki naszych uczelni to prosty bilans: liczba naszej młodzieży studiującej za granicą minus młodzież cudzoziemska studiująca u nas. Analogiczny miernik jakości naukowej to podobny bilans przeprowadzony wśród doktorantów.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pan Koza napisał - "Najprostszy wskaźnik jakości dydaktyki naszych uczelni to prosty bilans: liczba naszej młodzieży studiującej za granicą minus młodzież cudzoziemska studiująca u nas. Analogiczny miernik jakości naukowej to podobny bilans przeprowadzony wśród doktorantów" - a ja proszę o dowody. Bo ja w żadnej publikacji dydaktycznej takiego wskaźnika nie znalazłem.
Takimi stwierdzeniami możemy udowodnić wszystko, nawet to, że w Klewkach lądowali talibowie. Skoro dyskutujemy o problemach nauki i szkolnictwa wyższego, to prosiłbym dyskutantów o posługiwanie się argumentami pochodzącymi z tej sfery, a nie z prasowej propagandy.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Oczywiście, ze idealnych rankingów nie ma. Z drugiej strony rankingów en bloc nie nalezy ignorować. Na pewno wadą dość powszechną istniejących rankingów jest ich ekstensywność (co promuje duże uczelnie) oraz czasem oparcie się na dziwacznych wskaźnikach "medialnych" (typu obecnosć w internecie). Może warto byłoby aby ktoś znający się na tych rankingach wskazał jakiś w miarę rozsądny (uzasadniając swą tezę) i warto by się przyjrzeć wynikom.
2
oceń komentarz masz 1 głos
Polecam Panu Osinskiemu lekture nastepujacego raportu (Swedish National Agency for Higher Education):
"Ranking of universities and higher education institutions for student information purposes?"
e-biblioteka-fiap.blogspot.com/2010/01/ranking-of-universities-and-higher.html
To w ramach podejscia "prostudenckiego"
0
oceń komentarz masz 1 głos
Wygląda na to, że nikt (nawet prof. Wróblewski) nie zauważył, że ten sławny ranking szanghajski został sporządzony jako poradnik dla chińskich studentów - jako pomoc w podjęciu decyzji, na którą zagraniczną uczelnię warto zgłosić się na studia albo studia doktoranckie. Kryteria oceny przyjęte w tym rankingu bardzo wyraźnie na to wskazują. Nie było jego celem uszeregowanie wszystkich uniwersytetów świata od obiektywnie najlepszego do obiektywnie najgorszego. Używanie tego rankingu do takiego celu jest nadużyciem, niestety masowo uprawianym przez naszych polskich pseudoekspertów, pani minister Kudryckiej nie wyłączając. Dziwne, że nikomu nie przyszło do głowy pytanie: dlaczego właśnie Chińczycy z Chin, przecież ciągle jeszcze słabi w światowej nauce, mieliby być ekspertami w ocenianiu uniwersytetów?
0
oceń komentarz masz 1 głos
@ Pan Krasiński - nieskromnie zauważę, że na tym forum oraz w dłuższej wypowiedzi, która jest do tego forum podpięta zanegowałem wartość rankingu szanghajskiego jako narzędzia do obiektywnej oceny i klasyfikacji wyższych uczelni. Oceniłem zasady tego rankingu jako zupełnie nieprofesjonalne (w sensie naukowego narzędzia). Podzielam pańskie zdziwienie, że wspomniany ranking jest traktowany poważnie w dyskusji o jakości uniwersytetów.
Temat
8
komentarzy
Czy istnieje ranking idealny?
W kontekście debat o kondycji polskiego Szkolnictwa Wyższego często przewija się wątek pozycji uniwersytetów w różnych międzynarodowych rankingach. Bardzo interesującą analizę, autorstwa prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, można było niedawno przeczytać w tygodniku Wprost (nr 4/2010). Zainteresowane osoby zachęcamy do lektury, a niezależnie będziemy wdzięczni za wskazanie Państwa zdaniem najbardziej obiektywnych i interesujących rankingów uczelni wyższych.
Komentarze
Kliknij
jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij
jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
2
masz 1 głos
Przede wszystkim brawa dla profesora Wróblewskiego za przystępne wyjaśnienie, na czym polegają rankingi wyższych uczelni, a zwłaszcza na jakich kryteriach są oparte. Jednoznacznie z tego wynika, że nie nadają się do porównywania całości nauki i wszystkich wyższych uczelni. W żadnym wypadku nie odpowiadają na ogólne pytanie, w której uczelni na całym świecie lepiej uprawiana jest nauka, a w której lepiej kształci się studentów. Jednakże wątpię, czy zwolennicy rankingów potraktują ten artykuł poważnie. Ja już na kilku forach próbowałem wyjaśniać jakie są kryteria niektórych rankingów i dlaczego nie nadają się one do obiektywnej oceny polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Za każdym razem okazywało się, że moje wyjaśnienia, oparte na faktach, nie przekonywały wierzących w rankingi. Po prostu, przyjęli oni dogmatyczną zasadę - rankingi to prawda, a polska nauka i szkolnictwo wyższe to ostatnie dno. Jak wiadomo z dogmatami nie sposób dyskutować.
Nie oznacza to, że twierdzę, iż z polską nauką i szkolnictwem wyższym wszystko jest OK. Podzielam ocenę (choć nie w każdym szczególe) profesora Wróblewskiego - wiele rozwiązań należałoby zmienić. Jednakże należy wyraźnie zaznaczyć, w większości są to rozwiązania wprowadzone decyzjami politycznymi i tylko wola polityków może je zmienić. Problem polega własnie na braku tej woli (przynajmniej w czynach).
Wracając do pytania - czy istnieje ranking idealny - zdecydowanie dopowiadam NIE. Jakie powinien spełniać kryteria, by wnosił cokolwiek do naszej wiedzy o nauce i uczelniach?
1. Kryteria oddzielne dla każdej dziedziny nauki.
2. Oddzielna ocena jakości kształcenia oparta na edukacyjnej wartości dodanej.
3. Ocena "produktywności" naukowca oparta na zliczaniu wszystkich jego książek i artykułów naukowych (wydanych po pozytywnych recenzjach), bez względu na kraj i język wydania. Również analiza cytowań musi uwzględniać całość "produkcji" naukowej. Nie mieszajmy przy tym rożnych dziedzin nauki. Wiem, że to trudne i kosztowne przedsięwzięcie. Ale - jeżeli ranking ma mieć sens, to musi być oparty o możliwie pełny zakres danych.
4. Oceny uogólniające powinny być korygowane współczynnikiem wieloletnich nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe w danym kraju. Wpuszczanie na ring boksera wagi piórkowej przeciwko bokserowi wagi ciężkiej nie ma sensu. Ten większy i silniejszy zabije tego drugiego, co nie znaczy że jest lepszym bokserem (jak ktoś widział niedawną walkę Pudzianowskiego to rozumie o czym pisze).
5. Należy unikać kryteriów medialnych (dobrze się sprzedają w mediach) - typu absolwenci, którzy zdobyli Nobla - taka informacja nic nie mówi o aktualnej jakości kształcenia.
6. Należy unikać kryteriów dyskryminujących, czyli takich, których nie ze swojej winy niektóre uczelnie nie mogą spełnić (np. ze względu na ograniczenia polityczne).
Podsumowując, wypadałoby, żeby kryteria rankingów wyższych uczelni odpowiadały zasadom badan naukowych, a nie doniesień prasowych.
2
masz 1 głos
Podobnie jak moj przedmowca (ZO) ,uwazam, ze nie ma idealnego rankingu, tak jak nie ma uniwersalnego modelu uniwersytetu badawczego do wgladu, ktory by zadowolil i spelnil oczekiwania wszystkich, pod kazdym wzgledem. Niemniej, z takich czy innych powodow, zagadnienie to jest szeroko omawiane w mediach i sie rozwija!? Sprawy poruszone w uprzednim wpisie sa zasadne i przypuszczam, ze czesc z nich, a byc moze i wszytkie zostaly juz uwzglednione w projektach zmian istniejacych rankingow lub tworzonych na nowo. Dzialka ta jest juz w duzym stopniu dosc dobrze opisana w Internecie.
Do wgladu mamy: blogi (np. rankingwatch.blogspot.com/ a takze ), profesjonalne strony instytucji zajmujacych sie tymi sprawami (arwu, ireg,cherpa,RatER), instytucji rzadowych danego kraju (np.universityrankings.ch/en/),danego uniwersytetu (pod wzgledem sukcesu zaodowego absolwento/# of CEO/mines-paristech.fr/Actualites/PR/ tu Uniw.War. na #89 a Polska na #27), a takze mozna tez o tym przeczytac w wikipedi. Niemniej, w zadnym , zrobionym przez instytucje zagraniczna, nie jestesmy w czolowce? Ja rozpoznaje ten lament i niezadowolenie decydentow w ten sposob. Jesli nic /malo sie zmiania w tej materii (brak zdecydowanego marszu polskich uczelni w gore tabel) to najprawodpopdobniej ranking jest zly!??? Niestety, to tylko mala czesc rzeczywistosci.
Juz niebawem, jak sugeruja dane w mediach/bazach danych/statystyce,itp ,a takze z powodow zaadresowanych przez pana Zbigniewa Osinskiego powyzej, wkrotce pojawia sie bardziej precyzyjne /wiarygodne rankingi i jest cicha nadzeja, ze pelne otrzezwienie wszystko najlepiej wiedzacych rodzimych wahofdzuf od szkolnictwa w koncu nastapi?
Jest jedno duze ale. Nie lodzmy sie, ze bez porzadnego posprzatania i gruntownej modernizacji wlasnych uniwersytetow, te nowe rankingi wywinduja nas w gore! Obawiam sie, ze wypadniemy w nich znacznie gorzej niz dzis!
Sama krytyka rankingow, przerozne checi ich uwiarygodnienia , mieszanie ich roli informacyjnej, promocyjnej i porownawczej z pelna merytoryczna ocena osiagniec, potencjalu i zdolnosci uniwersytetow oraz wykazywanie z jednej strony braku, lub przeciwnie, bezposredniego polaczenia tego z faktycznym poziomem nauki w danym kraju, to ...po czesci jalowy spor. Nie przyblizy on nas do konkluzji, ze po 1989r malo zrobiono na polu poprawy kondycji i sukcesywnego rozwoju szkolnictwa i nauki. Tu, w zamian relnej reformy, prominentni autorzy porazek, ludzie nie tworzacy juz sektora i nauki,a zyjacy juz tylko z niego, wciskac wciaz beda, gdzie sie tylko da, kolejne sny o potedze, omawiac w kolko szczegoly, swoje checi i dobre rady poparte sprzeciwem na to, co sie im w glowie nie miesci, wciaz mniemajac ze wiekszosc srodowiska i spoleczenstwo, nadal sadzi, ze nie ma innaczej i lepiej zorganizowanego uniwersytetu i systemu ksztalcenia niz w Polsce? Winny przeciez jest... leniwy student, niewydolny adiunkt i brak stosownych nakadow? To oni oraz pare niezaleznych od nas spraw, ciagna rankingi... w dol!
O co tu chodzi ? O prosta rzecz. Nalezy stworzyc optymalne warunki do sukcesywnej realizacji na kazdym polskim uniwersyctecie podstawowego zadania w zakresie badan i ksztalcenia : od projektu do efektu!
HELLO! TAKI SYSTEM DZIALA ZA GRANICAMI, Ale NIE W POLSCE JESZCZE!
Jesli oczekiwanym efektem ma byc tylko dyplom, stopien i tytul oraz ilosc ksiazek i publikacji-to mam, co mamy i nie narzekajmy. Jesli to jest tym, czym nalezy sie pochwalic przed spoleczenstwem, to tak ono nas traktuj.Jesli uwazacie ze to takie dobre, to sie utrzymajcie z nich sami! To jednak stanowczo za malo! Nawet na te wredne i niedopracowane rankingi!
3
masz 1 głos
Najprostszy wskaźnik jakości dydaktyki naszych uczelni to prosty bilans: liczba naszej młodzieży studiującej za granicą minus młodzież cudzoziemska studiująca u nas. Analogiczny miernik jakości naukowej to podobny bilans przeprowadzony wśród doktorantów.
0
masz 1 głos
Pan Koza napisał - "Najprostszy wskaźnik jakości dydaktyki naszych uczelni to prosty bilans: liczba naszej młodzieży studiującej za granicą minus młodzież cudzoziemska studiująca u nas. Analogiczny miernik jakości naukowej to podobny bilans przeprowadzony wśród doktorantów" - a ja proszę o dowody. Bo ja w żadnej publikacji dydaktycznej takiego wskaźnika nie znalazłem.
Takimi stwierdzeniami możemy udowodnić wszystko, nawet to, że w Klewkach lądowali talibowie. Skoro dyskutujemy o problemach nauki i szkolnictwa wyższego, to prosiłbym dyskutantów o posługiwanie się argumentami pochodzącymi z tej sfery, a nie z prasowej propagandy.
0
masz 1 głos
Oczywiście, ze idealnych rankingów nie ma. Z drugiej strony rankingów en bloc nie nalezy ignorować. Na pewno wadą dość powszechną istniejących rankingów jest ich ekstensywność (co promuje duże uczelnie) oraz czasem oparcie się na dziwacznych wskaźnikach "medialnych" (typu obecnosć w internecie). Może warto byłoby aby ktoś znający się na tych rankingach wskazał jakiś w miarę rozsądny (uzasadniając swą tezę) i warto by się przyjrzeć wynikom.
2
masz 1 głos
Polecam Panu Osinskiemu lekture nastepujacego raportu (Swedish National Agency for Higher Education):
"Ranking of universities and higher education institutions for student information purposes?"
e-biblioteka-fiap.blogspot.com/2010/01/ranking-of-universities-and-higher.html
To w ramach podejscia "prostudenckiego"
0
masz 1 głos
Wygląda na to, że nikt (nawet prof. Wróblewski) nie zauważył, że ten sławny ranking szanghajski został sporządzony jako poradnik dla chińskich studentów - jako pomoc w podjęciu decyzji, na którą zagraniczną uczelnię warto zgłosić się na studia albo studia doktoranckie. Kryteria oceny przyjęte w tym rankingu bardzo wyraźnie na to wskazują. Nie było jego celem uszeregowanie wszystkich uniwersytetów świata od obiektywnie najlepszego do obiektywnie najgorszego. Używanie tego rankingu do takiego celu jest nadużyciem, niestety masowo uprawianym przez naszych polskich pseudoekspertów, pani minister Kudryckiej nie wyłączając. Dziwne, że nikomu nie przyszło do głowy pytanie: dlaczego właśnie Chińczycy z Chin, przecież ciągle jeszcze słabi w światowej nauce, mieliby być ekspertami w ocenianiu uniwersytetów?
0
masz 1 głos
@ Pan Krasiński - nieskromnie zauważę, że na tym forum oraz w dłuższej wypowiedzi, która jest do tego forum podpięta zanegowałem wartość rankingu szanghajskiego jako narzędzia do obiektywnej oceny i klasyfikacji wyższych uczelni. Oceniłem zasady tego rankingu jako zupełnie nieprofesjonalne (w sensie naukowego narzędzia). Podzielam pańskie zdziwienie, że wspomniany ranking jest traktowany poważnie w dyskusji o jakości uniwersytetów.
Dodaj komentarz: