Zachęcamy do lektury bardzo inspirującego wywiadu z prof. W. I. Brusteinem z Ohio State University. Dlaczego tylko azjatyckie uniwersytety będą mogły konkurować z amerykańskimi? Zachęcamy do komentarzy.
Komentarze
Kliknij jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
1
oceń komentarz masz 1 głos
Warto w tym watku przeanalizowac pytania/watpliwosci p.Z.Osinskiego (zadane w innym watku), co mierza rankingi i jakie sa z nich ewentualne korzysci?
1. Zacznijmy od rankingow miedzynarodowych, typu ranking szanghajski. Faktycznie tutaj w ocenie nie zwraca sie zbyt duzej uwagi na jakosc procesu ksztalcenia, jak tez na sam fakt czy studenci koncza uczelnie z duzym zasobem wiedzy. Przede wszystkim oceniana jest kadra pod katem jakosci publikacji. Czesto wiele osob dokonuje uproszczenia twierdzac, ze np. cytowania sa miara jakosci pracy badawczej. Nie do konca jest to prawda. Cytowania mierza glownie stopien zainteresowania pracami danego badacza. Czyli jest to cos podobnego jak wspolczynnik ogladalnosci w telewizji, ktory jest duzy dla np. estetycznego programu "Taniec z gwiazdami" , bywa bardzo duzy dla walk bokserskich (np. dla walki Golota-Adamek byl rekordowy), ale raczej bedzie niski dla transmisji koncertu orkierstry filharmonicznej. W zwiazku z powyzszym, nalezy spytac czy tego typu rankingi sa wartosciowe, a jesli tak to dla kogo? Otoz np. dla przyszlych doktorantow sa one naprawde wazne. W moim odczuciu, jest jednak marzeniem kazdego przyszlego badacza miec za promotora czlowieka rozpoznawanego w swiecie, w dodatku zajmujacego sie w miare modna dziedzina.
(2) Nalezy dalej rzecz rozpatrzyc z punktu widzenia osob, ktore sa zainteresowane uzyskaniem licencjatow oraz magisteriow. Tutaj wspomniane powyzej rankingi sa oczywiscie mniej uzyteczne i faktycznie byloby je dobrze uzupelnic "pomiarami" wiedzy zdobytej przez absolwenta podczas studiow. Jestem wprawdzie decydowanym przeciwinikiem wprowadzania scislych standardow na studiach, ale niewatpliwie dla kazdej dyscypliny mozna zdefinowac kilka typowych testow, do przeprowadzania w roznych szkolach wyzszych. Ale "obowiazek" przeprowadzania tych testow ja osobiscie przerzucilbym raczej na szkoly niz na ministerstwo. Zastosowanie cudzyslowu nie bylo przeze mnie przypadkowe, tj. w pewnym sensie szkoly powinny miec swobode wyboru testow, ale jednoczesnie ich przeprowadzanie wiazaloby sie z uzyskiwaniem okreslonych certyfikatow (takze miedzynarodowych), ktore bylyby wpisywane do dyplomu. Natomiast dyplom powinien byc tylko zwiazany z uczelnia, bez zadnych gwarancji panstwowych, tak jak obecnie.
(3) Zakladajac, ze szkoly ksztalcace na poziomie licenjatu i magisterium, poddawalyby sie wspomnianym testom mozna byloby w sposob statystyczny porownywac sam proces ksztacenienia w roznych osrodkach, niezaleznie od rankingow. Ale pojdzmy dalej. Skoro krytykujemy rankingi, zapytajmy co maja wspolnego z wartoscia dodana tzw. minima kadrowe, ktore sa obecnie stosowane. Nikt nie wykazal, ze formalne zatrudnienie, "tylu to a tylu osob utytulowanych", faktycznie przeklada sie na zdobywana wiedze. Co wiecej, wziecie "pod lupe" szkol prywatnych pokazuje, ze pod oslona minimow kadrowych dzieja sie tam bardzo osobliwe rzeczy (np. w AHE, ale nie tylko). A mowiac prosciej, skoro rankingi nie sa miarodajne do oceny jakosci ksztalcenia w malych szkolach, to dokladnie to samo mozna powiedziec o systemie minimow kadrowych i wlasciwie nalezy spytac jakie jest w zwiazku z tym uzasadnienie ich stosowania.
0
oceń komentarz masz 1 głos
@ Pan Zbigniew Mitura i Zbigniew Osinski. W uzupelnieniu do zagadnienia jak wyrobic sobie wlasciwe spojrzenie na znacznia rankingow nalezy tez zapoznac sie z bibliometria na poziomie danego kraju i dyscypliny naukowej (http://sciencewatch.com/dr/cou/2009/09decALL/). Pod wzgledem ilosci publikacji jestesmy na.. 19 miejscu w tabeli!? Gdy chodzi juz o jakosc publikacji/cytowalnosc, nie ma nas w tych rankingach wogole! Czy w oparciu o dostepne wszytkie dane, plus opublikowana tu diagnoze, mozna postawic teze, ze w Polsce nie ma typowych uniwersytetow badawczych na rynku?
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pan Szulc dał doskonały przykład - ale ilustrujący problem niedoskonałości rankingów. Opiera się on na długiej liście czasopism, głównie anielsko i niemieckojęzycznych. Tak więc nie uwzględnia: książek autorskich, prac zbiorowych i wielu polskich czasopism, które np. humaniści wybierają celowo, by dotrzeć do głównego odbiorcy, czyli polskiej inteligencji. Według tego rankingu jestem zerem naukowym, mimo, że wydaję średnio raz na cztery lata monografię, a corocznie publikuję średnio cztery artykuły w pracach zbiorowych. Ale takich publikacji ten ranking nie uwzględnia. Poza tym, moje badania skierowane są głównie do polskich nauczycieli, tak więc publikowane są po polsku. Tego języka ten ranking nie uwzględnia. Czy wobec tego ja i parę tysięcy podobnie publikujących pracowników polskich uczelni nic wartościowego do nauki nie wnosimy? Czy to oznacza, że w Polsce nauka nie rozwija się?
Jeszcze jedna uwaga: poziom cytowań nie jest tym samym co merytoryczna wartość pracy.
3
oceń komentarz masz 1 głos
Przede wszystkim zaczę od tego, że nie zgadzam sie z udzielonymi odpowiedziami a to dlatego, że ich punkt widzenia jest niezgidny z rzeczywistością. W Polsce jest bardzo dużo wybitnie zdolnych ludzi, młodych ludzi. Tak napradę nie mają oni potencjalnie szans na zrobienie kariery w naszym kraju a jak juz to rozpoczyna się ona po 50-ce. Taka jest rzeczywistość. Ranking 500 najlepszych uczelni świata jest tego dobitnym dowodem. Pokazuje on prawdziwą rzeczywistość. Sama osobiście startując na pewną uczelnię w kraju nie dostałam się ale na Uniwersytet Harvarda bez problemu zostałam przyjęta. Zastanawiam sie do dziś dlaczego....
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pani Elizo, Pani wypowiedzi moga byc tutaj bardzo cenne. A to dlatego, ze srodowisko akademickie w Kraju, bardzo czesto stara sie nie dostrzegac Polakow studiujacych i pracujacych na uczelniach zachodnich. Tzn. traktuje sie te sciezke rozwoju jako cos bardzo osobliwego, ktora nie warto zajmowac przy reformowaniu systemu uczelni krakowych. A prawda jest taka, ze Polska gospodarczo jest juz obecnie czescia systemu zachodniego i zapewnienie kompatybilnosci takze w sektorze akademickim jest jak najbardziej wskazane.
Ale powinna Pani swoje wypowiedzi formulowac odrobine precyzyjniej. Napisala Pani. np. ze nie zgadza sie sie Pani z poprzedniki wypowiedziami. Jest to o tyle malo informacyjne, ze duzo wypowiedzi innych osob wzajemnie sie wyklucza. Wiec bylo wskazane, aby podawala Pani szczegoly.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Wiekszosc ponizszego wpisu poswiecam zbiorczym wypowiedziom Pana Zbigniewa Osinskiego. Niemniej, od razu gratuluje pani Elizie Kaczmarskiej! Celnie Pani pokazala w jakim przedziale dzialanosci cywilizacyjnej Polska jeszcze odstaje od EU/swiata: szkolnictwa wyzszego!
@ Zbigniew Osinski. Zgoda. Z rankingami jest roznie. Najwazniejsze, nie panikowac. W tym przypadku, w taki wlasnie sposob, pewne rzeczy, zwiazane z dzialanoscia naukowa, oceniaja inni. Miejsce w tabeli to przeciez nie wszystko! To tylko wskaznik. Nawet na sprzedaz. Mozna ta sprawe zupelnie zignorowac i robic tak, jak dotychczas, czyli nic. Po prostu..Zdzichu…jest dobrze! Przyjac do wszystkiego wlasna skale wartosci do oceny danej lokalnej i specyficznej sprawy, rzeczy badz tez dyscypliny.
Niemniej, podejscie, ze nie nalezy nic z niczym porownywac lub sprawdzac relatywne dane do wgladu, to jednak blad. Przeciez mozna sie tez czegos od innych nauczyc?
Robiac mala odskocznie od tematu- nudzac sie w oczekiwaniu na pelny tekst startegii do wgladu-mozna ujac to zagadnienie tez i tak : w nauce jest jak w sporcie: od razu widac kto jest dobry? Aby byc zauwazonym na tym swiecie nalezy tak, dla przykladu, ok 10 razy przescignac Justyne Kowalczyk na trasie w ciagu jednego sezonu lub wygrac dwa mecze z Brazylia w pilke, jeden w grupie eliminacyjnej, drugi z nia w finale MS 2010. To wystarczy! Ale to jednak nie zdecyduje o postepie/rozwoju danego kraju…
A co? Uniwersytety oraz ludzie ktorzy w nich pracuja i sie ksztalca. Przedmiotem sporu jest: jak mozna od reki sprawdzic, ze ich dzialanosc ma rece, nogi i sens oraz moze cos dac spoleczenstwu nowego? Czy wystarczy tu juz jeden rzut oka na strony internetowe danego uniwersytetu? Dajmy na to… Aalto University. Dlaczego ten i po co? Aby porownac faktycznie gdzie sami jestesmy dzisiaj i sa juz Finowie! Pod wzgledem innowacyjnosci… bija Oni nie tylko nas! Niestety, zbiorcze i paskudne rankingi oraz bibliometria po dyscyplinach wiedzy tez to zgodnie potwierdzaja.
Idac dalej, sytuacja nie jest tez taka beznadziejna dla tych co sie nie zajmuja materia i jej wlasciwosciami/zastosowaniem. Dostep do bibliometrycznych baz danych obejmujacy humanistow tez jest znaczny. Prosty eksperyment od reki: wyciagmy z kapelusza… Noama Chomskiego i wpisujemy do wyszukiwarki na ta strone: http://scholarometer.indiana.edu/cgi-bin/index.cgi?func=query&expr=2bc647af27a2a1207ad033baee64a570 i zaraz widzimy co ten uczony dokonal (Number of Articles: 300 Number of Citations: 128930 h =110 .
Do badan zaawansowanych oczywiscie nalezy uzyc Arts and Humanities Citation Index (WoS). Tam On , jak podaje tez wikipedia, wypada jeszcze bardziej przekonywujaco jako tworca i uznany autorytet .
W drugim podejsciu wpisujemy do Scholarometru polski fenomen socjologii, ciete pioro, Dr Barbare Fedyszak-Radzejowska (PAN) i na ekranie mamy: Number of Articles: 37 Number of Citations: 74, h = 4. A wiec nie udalo sie Pani doktor ukryc swojego dorobku przed natretnym bibliofilem?
Sadze, ze Pan w/w bazach danych tez siebie znajdzie? Bibliometria jest do porownania. Co z danego dorobku wynika, to moze powiedze tyko fachowiec w danej dyscyplinie. Niemniej, nie jest pozadana rzecza aby ktos, kto ma h = 0, badz tez niewiele powyzej, byl krajowym recenzentem w Komisji NAUK TECHNICZNYCH CK? Co wiecej, jak Pan zauwazyl na koncu swojej wypowiedzi, uzycie merytorycznej oceny, jako wlasciwej, jest podstawa do oceny osiagniec/tworczosci. Od reki zrobi to kompetentne srodowisko naukowe na danej uczelni/powolany recenzent, a w innym wymiarze, prestizowa nagroda, konkurs na stanowisko lub tez rynek. Niekiedy problemem nie jest JAK OCENIAC, ALE NIE MA ZBYTNIO CO? I co wtedy? Czy mozna wogole taka osobe dopuscic do studenta lub doktoranta? W Polsce mozna, wystarczy ze ma ona… habilitacje, bo doktorat to moze sie okazac za malo !??
Swiat fikcji akademickiej nie powinien wchodzic do baz danych i rankingow, lecz, niestety, niekiedy wchodzi-bo sie zakorzenil na uczelni/w systemie. Jest on hamulcowym postepu, demoralizuje srodowisko i go izoluje od spoleczenstwa! Przeciez w oparciu o fikcje moze powstac tez fikcyjna strategia rozwoju szkolnictwa!?
Jak sie tego ustrzec? Jak w tym przypadku postapili/czynia inni? Czy zbadanie edukacyjnej wartosci dodanej ma na tym etapie wogole jakis sens (patrz np. program AHELO/)? Ale czy nie nalezy wpierw przypilnowac sprawe na wejsciu (kogo zatrudnia i na jakich zasadach uczelnia) i dokladnie sprawdzic kto (pelne biezace CV), czego (zastosowany program nauczania) i jak (metoda, czas, formy przekazu,itp) uczy/moze nauczyc studentow na danej uczelni ?
Z dymu wychodzacego z komina (w mediach) to mamy tylko…ocieplenie (pojawia sie nieczytelny szum), a nie wglad w jakosc pracy w fabryce (dlaczego student nie wie co to jest pH?). Ktos czegos nie doczytal albo nie doslyszal? Moze to byc wykladowca i zarazem student? Ja sie bede tu trzymal wersji, ze wpierw wykladowca!
4
oceń komentarz masz 1 głos
Wracając do mojej wypowiedzi, rzeczywiście została ona sformułowana dość nieprecyzyjnie. Mój poprzednik miał rację. Jednocześnie chciałabym skomentować słowa dot. dość osobliwej ścieżki kariery. Tak to prawda wybrałam dość indywidualną drogą jaką jest Uniwersytet Harvarda i przyznam, że była to najlepsza decyzja mojego życia. Kiedy nie zostałam przyjeta na jedną z dwóch najlepszych uczelni w Polsce tak po ludzku załamałam się. Po dwóch dniach zadzwonił do mnie profesor z Uniwersyteu Harvarda, była dość spontaniczna rozmowa choć po każdej kolejnej minucie zdawałam się pogrążać. Tak po dwóch tygodniach przyszła do mnie wiadomość o pozytywnej decyzji. Na uczelni mam wykłady w 15 osobowych grupach z noblistami!!!!! W to tak trudno uwierzyć. Ta uczelnia daje mi szansę na wspaniały rozwój. Po trzech lub czterech latach mogę zdobyć upragniony doktorat. Jak jest w Polsce? Lata pracy w której niektórzy ci najlepsi zdobędą go dopiero po 9 latach. Czy to jest szansa? a nawet jak jest to dla kogo? Może i Polska jest częścią zachodniego systemu pod każym względem a z pewnością szkolnictwo wyższe nie jest jego częścią. Potrzeba wielu reform na które nie jesteśmy sobie pozwolić. Nie chcę żeby moje wypowiedzi zotały odebrane jako próby zachwalenia amerykańskich i zachodnich uczelni. Chciałabym pokazać tylko to, że rozwój, kariera, równość szans a co najważniejsze bycie samym studentem i to jak się jest traktowanym choćby na Uniwersytecie Harvarda jest możliwe w Polsce ale tylko w 40%. Ja nie mam spuszczonej głowy jak rozmawiam z profesorem, nie udaję głupszej, nie boję się, że obrażę profesora w trakcie rozmowy. Szanuje mnie i nie patrzy na mnie z góry. Oto cała rzeczywiśtość. Ostanio mój kuzyn opowiadał mi, że jak nie ma miejsca w salach ćwiczeniowych to są wyrzucani. Grupy są przepełnione!!!!!!!!!!!!!!!!!!! To z pewnością nie odpowiada standardom. Tam nawet przeciętny student staje się wybitnym naukowcem. Nie chcę tutaj opowiadać bajek, choć mam nadzieję ktoś się ze mną zgodzi. Tam jak potrzebujesz pomocy jakiejkolwiek od razu wszyscy wyciągają do Ciebie rękę mimo ogromnej ilości studentów. Nie chodzi o to, że rankingi są sporządzane na podstawie anglojęzycznych magazynów, że nie warto je brać pod uwagę. Ranking pokazuje to jakie te uczelnie są naprawdę w 90%. To, że jesteśmy na 19 pozycji pod względem publikacji to przecież nie jest wystarczający argument aby pokazać jaki jest ten ranking krzywdzący. Tu chodzi o coć więcej.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Trzeba przyznac, ze wpis p.Elizy Kaczmarskiej jest naprawde szokujacy (jak dla mnie, to w sensie jak najbardziej pozytywnym). Pragne takze, wzorem Zdzislawa Szulca, pogratulowac Pani sukcesow!
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pani Elizo, czy "jedna z dwóch najlepszych uczelni w Polsce" to UJ?
A na jakie studia (kierunek, stopień, tzn, licencjackie, magisterskie, doktoranckie) nie została Pani przyjęta?
Dlaczego nie została Pani przyjęta (np. słaba średnia na maturze?).
Skąd profesor z Harvardu o Pani usłyszał (a nasi profesorowie nie)?
Rozumiem, ze sama się Pani utrzymuje w USA, ale czy płaci Pani za naukę?
Całość, czy też ma Pani jakieś stypendium?
Czy to, że Pani i Pani koleżanki/koledzy płacą za naukę ma duży wpływ na Pani (i ich) motywację do nauki? (retoryczne pytanie, ale ono ma cel poniżej :-) )
Jako osobnik niemal całe życie spędzający w Polsce pozwolę sobie zapytać się, jak Pani ocenia płatny system szkolnictwa wyższego w USA. Czy np. Harvard naprawdę jest "tylko dla bogatych"?
Czy na podstawie swojego doświadczenia radziłaby Pani naszej Pani Minister i Panom Premierowi i Prezydentowi rezygnację z powszechnych, bezpłatnych studiów wyższych
(co nawiązywałoby do tematu dyskusji: "dlaczego nie Europa") ?
PS.
Proszę mnie oświecić: czy pisząc o zrobieniu doktoratu w 3-4 lata zamiast 9 miała Pani na myśli
doktorat zrobiony w wieku powiedzmy 22 lat w ramach zwykłych studiów "magisterskich", a te 9 lat to zwyczajowe w Polsce 3+2+4 (licencjat, magisterka, doktorat)?
Na jakim wydziale w Polsce wyrzuca się studentów z przepełnionych sal ćwiczeniowych?
2
oceń komentarz masz 1 głos
Jednym etapem rekrutacji jest rozmowa z losowo wybranym profesorem:) Dostałam stypendium. Jestem zwykłym śmiertelnikiem. Nic nikomu nie radzę. Inna mentalność, kultura. Inna nauka. Dla bogatych jest Stanford. Tak wyrzuca się z przepełnionych sal nie powiem jakiego kierunku choć nie jednego. Widzę, że Pan nie rozumie paru spraw.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pani Elizo, prosze nie byc zaskoczonym pytaniami. Takie przypadki, jak Pani sa mocno nietypowe i dlatego budza zainteresowanie. Ale sa tez sprawy, ktorych Pani pewnie nie wie. Otoz jesli takie osoby po doktoracie na Zachodzie, wracaja do Polski, to dzieja sie rozne rzeczy. Po pierwsze, maja klopoty z uznaniem stopni, gdyz sciezka kariery jest zupelnie inna. Po drugie, bywaja spore klopoty z otrzymaniem pracy na uczelni. Oczywiscie wszyscy zawsze sa zachwyceni poziomem tej osoby, jej osiagnieciami, ale jesli oglaszany jest konkurs to okazuje sie, ze chodzilo akurat tym razem o osobe z innej dyscypliny naukowej.
A co do Harvardu, to na mnie duze wrazenie robia te trolejbusy jezdzace po ulicach. A to dlatego, ze urodzllem sie w miescie, w ktorym tez byly (i sa) trolejbusy, a to podobne jest takie nienowoczesne rozwiazanie.
Zbigniew Mitura, Forum Integracyjne Academicus Poloniae
http://www.esse-est-percipi.com/forum.html
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pani Elizo, gdybym rozumiał, to bym nie pytał...
Pani wypowiedzi są bardzo ciekawe, ale nieco chaotyczne i brakuje im kontekstu, który znany jest tylko Pani. Bo np. ja w USA nigdy nie byłem, nie studiowałem ani nie uczyłem za granicą (ani nawet w polskiej uczelni prywatnej), a w Pani wieku mogłem co najwyżej do Bułgarii na wakacje z biura podróży pojechać, po odstaniu w kolejce paszportu.
Bo np. ja znam opowieści o kierunkach studiów w Polsce, na które przyjmuje się 5 osób. I o adiunktach z PAN podejmujących dodatkową pracę na prowincjonalnej uczelni 200 km od miejsca zamieszkania tylko po to, by "zdobyć" doktoranta, z którego da się zrobić doktora, co habilitowanemu adiunktowi (skądinąd bardzo zdolnemu) jest niezbędne do profesury. Znam moich absolwentów, wg których na moim Wydziale pracują "sami debile" i takich, dla których studia u nas to "najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła". Sama Pani widzi, że na te same sprawy można patrzeć z różnych punktów widzenia i z tego, co się widzi, wyciągać skrajnie odmienne wnioski. Dlatego potrzebny jest szerszy kontekst.
Zadała Pani ważne pytanie, dlaczego nie dostała się Pani na Ważny Polski Uniwersytet Zajmujący Wysoką Pozycję w Rankingach Światowych, za to bez problemu przyjęto Panią na Harvard. Moje pytania miały pomóc w dotarciu do choćby częściowej odpowiedzi.
Temat
12
komentarzy
Dlaczego nie Europa???
Zachęcamy do lektury bardzo inspirującego wywiadu z prof. W. I. Brusteinem z Ohio State University. Dlaczego tylko azjatyckie uniwersytety będą mogły konkurować z amerykańskimi? Zachęcamy do komentarzy.
Komentarze
Kliknij
jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij
jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
1
masz 1 głos
Warto w tym watku przeanalizowac pytania/watpliwosci p.Z.Osinskiego (zadane w innym watku), co mierza rankingi i jakie sa z nich ewentualne korzysci?
1. Zacznijmy od rankingow miedzynarodowych, typu ranking szanghajski. Faktycznie tutaj w ocenie nie zwraca sie zbyt duzej uwagi na jakosc procesu ksztalcenia, jak tez na sam fakt czy studenci koncza uczelnie z duzym zasobem wiedzy. Przede wszystkim oceniana jest kadra pod katem jakosci publikacji. Czesto wiele osob dokonuje uproszczenia twierdzac, ze np. cytowania sa miara jakosci pracy badawczej. Nie do konca jest to prawda. Cytowania mierza glownie stopien zainteresowania pracami danego badacza. Czyli jest to cos podobnego jak wspolczynnik ogladalnosci w telewizji, ktory jest duzy dla np. estetycznego programu "Taniec z gwiazdami" , bywa bardzo duzy dla walk bokserskich (np. dla walki Golota-Adamek byl rekordowy), ale raczej bedzie niski dla transmisji koncertu orkierstry filharmonicznej. W zwiazku z powyzszym, nalezy spytac czy tego typu rankingi sa wartosciowe, a jesli tak to dla kogo? Otoz np. dla przyszlych doktorantow sa one naprawde wazne. W moim odczuciu, jest jednak marzeniem kazdego przyszlego badacza miec za promotora czlowieka rozpoznawanego w swiecie, w dodatku zajmujacego sie w miare modna dziedzina.
(2) Nalezy dalej rzecz rozpatrzyc z punktu widzenia osob, ktore sa zainteresowane uzyskaniem licencjatow oraz magisteriow. Tutaj wspomniane powyzej rankingi sa oczywiscie mniej uzyteczne i faktycznie byloby je dobrze uzupelnic "pomiarami" wiedzy zdobytej przez absolwenta podczas studiow. Jestem wprawdzie decydowanym przeciwinikiem wprowadzania scislych standardow na studiach, ale niewatpliwie dla kazdej dyscypliny mozna zdefinowac kilka typowych testow, do przeprowadzania w roznych szkolach wyzszych. Ale "obowiazek" przeprowadzania tych testow ja osobiscie przerzucilbym raczej na szkoly niz na ministerstwo. Zastosowanie cudzyslowu nie bylo przeze mnie przypadkowe, tj. w pewnym sensie szkoly powinny miec swobode wyboru testow, ale jednoczesnie ich przeprowadzanie wiazaloby sie z uzyskiwaniem okreslonych certyfikatow (takze miedzynarodowych), ktore bylyby wpisywane do dyplomu. Natomiast dyplom powinien byc tylko zwiazany z uczelnia, bez zadnych gwarancji panstwowych, tak jak obecnie.
(3) Zakladajac, ze szkoly ksztalcace na poziomie licenjatu i magisterium, poddawalyby sie wspomnianym testom mozna byloby w sposob statystyczny porownywac sam proces ksztacenienia w roznych osrodkach, niezaleznie od rankingow. Ale pojdzmy dalej. Skoro krytykujemy rankingi, zapytajmy co maja wspolnego z wartoscia dodana tzw. minima kadrowe, ktore sa obecnie stosowane. Nikt nie wykazal, ze formalne zatrudnienie, "tylu to a tylu osob utytulowanych", faktycznie przeklada sie na zdobywana wiedze. Co wiecej, wziecie "pod lupe" szkol prywatnych pokazuje, ze pod oslona minimow kadrowych dzieja sie tam bardzo osobliwe rzeczy (np. w AHE, ale nie tylko). A mowiac prosciej, skoro rankingi nie sa miarodajne do oceny jakosci ksztalcenia w malych szkolach, to dokladnie to samo mozna powiedziec o systemie minimow kadrowych i wlasciwie nalezy spytac jakie jest w zwiazku z tym uzasadnienie ich stosowania.
0
masz 1 głos
@ Pan Zbigniew Mitura i Zbigniew Osinski. W uzupelnieniu do zagadnienia jak wyrobic sobie wlasciwe spojrzenie na znacznia rankingow nalezy tez zapoznac sie z bibliometria na poziomie danego kraju i dyscypliny naukowej (http://sciencewatch.com/dr/cou/2009/09decALL/). Pod wzgledem ilosci publikacji jestesmy na.. 19 miejscu w tabeli!? Gdy chodzi juz o jakosc publikacji/cytowalnosc, nie ma nas w tych rankingach wogole! Czy w oparciu o dostepne wszytkie dane, plus opublikowana tu diagnoze, mozna postawic teze, ze w Polsce nie ma typowych uniwersytetow badawczych na rynku?
0
masz 1 głos
Pan Szulc dał doskonały przykład - ale ilustrujący problem niedoskonałości rankingów. Opiera się on na długiej liście czasopism, głównie anielsko i niemieckojęzycznych. Tak więc nie uwzględnia: książek autorskich, prac zbiorowych i wielu polskich czasopism, które np. humaniści wybierają celowo, by dotrzeć do głównego odbiorcy, czyli polskiej inteligencji. Według tego rankingu jestem zerem naukowym, mimo, że wydaję średnio raz na cztery lata monografię, a corocznie publikuję średnio cztery artykuły w pracach zbiorowych. Ale takich publikacji ten ranking nie uwzględnia. Poza tym, moje badania skierowane są głównie do polskich nauczycieli, tak więc publikowane są po polsku. Tego języka ten ranking nie uwzględnia. Czy wobec tego ja i parę tysięcy podobnie publikujących pracowników polskich uczelni nic wartościowego do nauki nie wnosimy? Czy to oznacza, że w Polsce nauka nie rozwija się?
Jeszcze jedna uwaga: poziom cytowań nie jest tym samym co merytoryczna wartość pracy.
3
masz 1 głos
Przede wszystkim zaczę od tego, że nie zgadzam sie z udzielonymi odpowiedziami a to dlatego, że ich punkt widzenia jest niezgidny z rzeczywistością. W Polsce jest bardzo dużo wybitnie zdolnych ludzi, młodych ludzi. Tak napradę nie mają oni potencjalnie szans na zrobienie kariery w naszym kraju a jak juz to rozpoczyna się ona po 50-ce. Taka jest rzeczywistość. Ranking 500 najlepszych uczelni świata jest tego dobitnym dowodem. Pokazuje on prawdziwą rzeczywistość. Sama osobiście startując na pewną uczelnię w kraju nie dostałam się ale na Uniwersytet Harvarda bez problemu zostałam przyjęta. Zastanawiam sie do dziś dlaczego....
0
masz 1 głos
Pani Elizo, Pani wypowiedzi moga byc tutaj bardzo cenne. A to dlatego, ze srodowisko akademickie w Kraju, bardzo czesto stara sie nie dostrzegac Polakow studiujacych i pracujacych na uczelniach zachodnich. Tzn. traktuje sie te sciezke rozwoju jako cos bardzo osobliwego, ktora nie warto zajmowac przy reformowaniu systemu uczelni krakowych. A prawda jest taka, ze Polska gospodarczo jest juz obecnie czescia systemu zachodniego i zapewnienie kompatybilnosci takze w sektorze akademickim jest jak najbardziej wskazane.
Ale powinna Pani swoje wypowiedzi formulowac odrobine precyzyjniej. Napisala Pani. np. ze nie zgadza sie sie Pani z poprzedniki wypowiedziami. Jest to o tyle malo informacyjne, ze duzo wypowiedzi innych osob wzajemnie sie wyklucza. Wiec bylo wskazane, aby podawala Pani szczegoly.
0
masz 1 głos
Wiekszosc ponizszego wpisu poswiecam zbiorczym wypowiedziom Pana Zbigniewa Osinskiego. Niemniej, od razu gratuluje pani Elizie Kaczmarskiej! Celnie Pani pokazala w jakim przedziale dzialanosci cywilizacyjnej Polska jeszcze odstaje od EU/swiata: szkolnictwa wyzszego!
@ Zbigniew Osinski. Zgoda. Z rankingami jest roznie. Najwazniejsze, nie panikowac. W tym przypadku, w taki wlasnie sposob, pewne rzeczy, zwiazane z dzialanoscia naukowa, oceniaja inni. Miejsce w tabeli to przeciez nie wszystko! To tylko wskaznik. Nawet na sprzedaz. Mozna ta sprawe zupelnie zignorowac i robic tak, jak dotychczas, czyli nic. Po prostu..Zdzichu…jest dobrze! Przyjac do wszystkiego wlasna skale wartosci do oceny danej lokalnej i specyficznej sprawy, rzeczy badz tez dyscypliny.
Niemniej, podejscie, ze nie nalezy nic z niczym porownywac lub sprawdzac relatywne dane do wgladu, to jednak blad. Przeciez mozna sie tez czegos od innych nauczyc?
Robiac mala odskocznie od tematu- nudzac sie w oczekiwaniu na pelny tekst startegii do wgladu-mozna ujac to zagadnienie tez i tak : w nauce jest jak w sporcie: od razu widac kto jest dobry? Aby byc zauwazonym na tym swiecie nalezy tak, dla przykladu, ok 10 razy przescignac Justyne Kowalczyk na trasie w ciagu jednego sezonu lub wygrac dwa mecze z Brazylia w pilke, jeden w grupie eliminacyjnej, drugi z nia w finale MS 2010. To wystarczy! Ale to jednak nie zdecyduje o postepie/rozwoju danego kraju…
A co? Uniwersytety oraz ludzie ktorzy w nich pracuja i sie ksztalca. Przedmiotem sporu jest: jak mozna od reki sprawdzic, ze ich dzialanosc ma rece, nogi i sens oraz moze cos dac spoleczenstwu nowego? Czy wystarczy tu juz jeden rzut oka na strony internetowe danego uniwersytetu? Dajmy na to… Aalto University. Dlaczego ten i po co? Aby porownac faktycznie gdzie sami jestesmy dzisiaj i sa juz Finowie! Pod wzgledem innowacyjnosci… bija Oni nie tylko nas! Niestety, zbiorcze i paskudne rankingi oraz bibliometria po dyscyplinach wiedzy tez to zgodnie potwierdzaja.
Idac dalej, sytuacja nie jest tez taka beznadziejna dla tych co sie nie zajmuja materia i jej wlasciwosciami/zastosowaniem. Dostep do bibliometrycznych baz danych obejmujacy humanistow tez jest znaczny. Prosty eksperyment od reki: wyciagmy z kapelusza… Noama Chomskiego i wpisujemy do wyszukiwarki na ta strone: http://scholarometer.indiana.edu/cgi-bin/index.cgi?func=query&expr=2bc647af27a2a1207ad033baee64a570 i zaraz widzimy co ten uczony dokonal (Number of Articles: 300 Number of Citations: 128930 h =110 .
Do badan zaawansowanych oczywiscie nalezy uzyc Arts and Humanities Citation Index (WoS). Tam On , jak podaje tez wikipedia, wypada jeszcze bardziej przekonywujaco jako tworca i uznany autorytet .
W drugim podejsciu wpisujemy do Scholarometru polski fenomen socjologii, ciete pioro, Dr Barbare Fedyszak-Radzejowska (PAN) i na ekranie mamy: Number of Articles: 37 Number of Citations: 74, h = 4. A wiec nie udalo sie Pani doktor ukryc swojego dorobku przed natretnym bibliofilem?
Sadze, ze Pan w/w bazach danych tez siebie znajdzie? Bibliometria jest do porownania. Co z danego dorobku wynika, to moze powiedze tyko fachowiec w danej dyscyplinie. Niemniej, nie jest pozadana rzecza aby ktos, kto ma h = 0, badz tez niewiele powyzej, byl krajowym recenzentem w Komisji NAUK TECHNICZNYCH CK? Co wiecej, jak Pan zauwazyl na koncu swojej wypowiedzi, uzycie merytorycznej oceny, jako wlasciwej, jest podstawa do oceny osiagniec/tworczosci. Od reki zrobi to kompetentne srodowisko naukowe na danej uczelni/powolany recenzent, a w innym wymiarze, prestizowa nagroda, konkurs na stanowisko lub tez rynek. Niekiedy problemem nie jest JAK OCENIAC, ALE NIE MA ZBYTNIO CO? I co wtedy? Czy mozna wogole taka osobe dopuscic do studenta lub doktoranta? W Polsce mozna, wystarczy ze ma ona… habilitacje, bo doktorat to moze sie okazac za malo !??
Swiat fikcji akademickiej nie powinien wchodzic do baz danych i rankingow, lecz, niestety, niekiedy wchodzi-bo sie zakorzenil na uczelni/w systemie. Jest on hamulcowym postepu, demoralizuje srodowisko i go izoluje od spoleczenstwa! Przeciez w oparciu o fikcje moze powstac tez fikcyjna strategia rozwoju szkolnictwa!?
Jak sie tego ustrzec? Jak w tym przypadku postapili/czynia inni? Czy zbadanie edukacyjnej wartosci dodanej ma na tym etapie wogole jakis sens (patrz np. program AHELO/)? Ale czy nie nalezy wpierw przypilnowac sprawe na wejsciu (kogo zatrudnia i na jakich zasadach uczelnia) i dokladnie sprawdzic kto (pelne biezace CV), czego (zastosowany program nauczania) i jak (metoda, czas, formy przekazu,itp) uczy/moze nauczyc studentow na danej uczelni ?
Z dymu wychodzacego z komina (w mediach) to mamy tylko…ocieplenie (pojawia sie nieczytelny szum), a nie wglad w jakosc pracy w fabryce (dlaczego student nie wie co to jest pH?). Ktos czegos nie doczytal albo nie doslyszal? Moze to byc wykladowca i zarazem student? Ja sie bede tu trzymal wersji, ze wpierw wykladowca!
4
masz 1 głos
Wracając do mojej wypowiedzi, rzeczywiście została ona sformułowana dość nieprecyzyjnie. Mój poprzednik miał rację. Jednocześnie chciałabym skomentować słowa dot. dość osobliwej ścieżki kariery. Tak to prawda wybrałam dość indywidualną drogą jaką jest Uniwersytet Harvarda i przyznam, że była to najlepsza decyzja mojego życia. Kiedy nie zostałam przyjeta na jedną z dwóch najlepszych uczelni w Polsce tak po ludzku załamałam się. Po dwóch dniach zadzwonił do mnie profesor z Uniwersyteu Harvarda, była dość spontaniczna rozmowa choć po każdej kolejnej minucie zdawałam się pogrążać. Tak po dwóch tygodniach przyszła do mnie wiadomość o pozytywnej decyzji. Na uczelni mam wykłady w 15 osobowych grupach z noblistami!!!!! W to tak trudno uwierzyć. Ta uczelnia daje mi szansę na wspaniały rozwój. Po trzech lub czterech latach mogę zdobyć upragniony doktorat. Jak jest w Polsce? Lata pracy w której niektórzy ci najlepsi zdobędą go dopiero po 9 latach. Czy to jest szansa? a nawet jak jest to dla kogo? Może i Polska jest częścią zachodniego systemu pod każym względem a z pewnością szkolnictwo wyższe nie jest jego częścią. Potrzeba wielu reform na które nie jesteśmy sobie pozwolić. Nie chcę żeby moje wypowiedzi zotały odebrane jako próby zachwalenia amerykańskich i zachodnich uczelni. Chciałabym pokazać tylko to, że rozwój, kariera, równość szans a co najważniejsze bycie samym studentem i to jak się jest traktowanym choćby na Uniwersytecie Harvarda jest możliwe w Polsce ale tylko w 40%. Ja nie mam spuszczonej głowy jak rozmawiam z profesorem, nie udaję głupszej, nie boję się, że obrażę profesora w trakcie rozmowy. Szanuje mnie i nie patrzy na mnie z góry. Oto cała rzeczywiśtość. Ostanio mój kuzyn opowiadał mi, że jak nie ma miejsca w salach ćwiczeniowych to są wyrzucani. Grupy są przepełnione!!!!!!!!!!!!!!!!!!! To z pewnością nie odpowiada standardom. Tam nawet przeciętny student staje się wybitnym naukowcem. Nie chcę tutaj opowiadać bajek, choć mam nadzieję ktoś się ze mną zgodzi. Tam jak potrzebujesz pomocy jakiejkolwiek od razu wszyscy wyciągają do Ciebie rękę mimo ogromnej ilości studentów. Nie chodzi o to, że rankingi są sporządzane na podstawie anglojęzycznych magazynów, że nie warto je brać pod uwagę. Ranking pokazuje to jakie te uczelnie są naprawdę w 90%. To, że jesteśmy na 19 pozycji pod względem publikacji to przecież nie jest wystarczający argument aby pokazać jaki jest ten ranking krzywdzący. Tu chodzi o coć więcej.
0
masz 1 głos
Trzeba przyznac, ze wpis p.Elizy Kaczmarskiej jest naprawde szokujacy (jak dla mnie, to w sensie jak najbardziej pozytywnym). Pragne takze, wzorem Zdzislawa Szulca, pogratulowac Pani sukcesow!
0
masz 1 głos
Pani Elizo, czy "jedna z dwóch najlepszych uczelni w Polsce" to UJ?
A na jakie studia (kierunek, stopień, tzn, licencjackie, magisterskie, doktoranckie) nie została Pani przyjęta?
Dlaczego nie została Pani przyjęta (np. słaba średnia na maturze?).
Skąd profesor z Harvardu o Pani usłyszał (a nasi profesorowie nie)?
Rozumiem, ze sama się Pani utrzymuje w USA, ale czy płaci Pani za naukę?
Całość, czy też ma Pani jakieś stypendium?
Czy to, że Pani i Pani koleżanki/koledzy płacą za naukę ma duży wpływ na Pani (i ich) motywację do nauki? (retoryczne pytanie, ale ono ma cel poniżej :-) )
Jako osobnik niemal całe życie spędzający w Polsce pozwolę sobie zapytać się, jak Pani ocenia płatny system szkolnictwa wyższego w USA. Czy np. Harvard naprawdę jest "tylko dla bogatych"?
Czy na podstawie swojego doświadczenia radziłaby Pani naszej Pani Minister i Panom Premierowi i Prezydentowi rezygnację z powszechnych, bezpłatnych studiów wyższych
(co nawiązywałoby do tematu dyskusji: "dlaczego nie Europa") ?
PS.
Proszę mnie oświecić: czy pisząc o zrobieniu doktoratu w 3-4 lata zamiast 9 miała Pani na myśli
doktorat zrobiony w wieku powiedzmy 22 lat w ramach zwykłych studiów "magisterskich", a te 9 lat to zwyczajowe w Polsce 3+2+4 (licencjat, magisterka, doktorat)?
Na jakim wydziale w Polsce wyrzuca się studentów z przepełnionych sal ćwiczeniowych?
2
masz 1 głos
Jednym etapem rekrutacji jest rozmowa z losowo wybranym profesorem:) Dostałam stypendium. Jestem zwykłym śmiertelnikiem. Nic nikomu nie radzę. Inna mentalność, kultura. Inna nauka. Dla bogatych jest Stanford. Tak wyrzuca się z przepełnionych sal nie powiem jakiego kierunku choć nie jednego. Widzę, że Pan nie rozumie paru spraw.
0
masz 1 głos
Pani Elizo, prosze nie byc zaskoczonym pytaniami. Takie przypadki, jak Pani sa mocno nietypowe i dlatego budza zainteresowanie. Ale sa tez sprawy, ktorych Pani pewnie nie wie. Otoz jesli takie osoby po doktoracie na Zachodzie, wracaja do Polski, to dzieja sie rozne rzeczy. Po pierwsze, maja klopoty z uznaniem stopni, gdyz sciezka kariery jest zupelnie inna. Po drugie, bywaja spore klopoty z otrzymaniem pracy na uczelni. Oczywiscie wszyscy zawsze sa zachwyceni poziomem tej osoby, jej osiagnieciami, ale jesli oglaszany jest konkurs to okazuje sie, ze chodzilo akurat tym razem o osobe z innej dyscypliny naukowej.
A co do Harvardu, to na mnie duze wrazenie robia te trolejbusy jezdzace po ulicach. A to dlatego, ze urodzllem sie w miescie, w ktorym tez byly (i sa) trolejbusy, a to podobne jest takie nienowoczesne rozwiazanie.
Zbigniew Mitura, Forum Integracyjne Academicus Poloniae
http://www.esse-est-percipi.com/forum.html
0
masz 1 głos
Pani Elizo, gdybym rozumiał, to bym nie pytał...
Pani wypowiedzi są bardzo ciekawe, ale nieco chaotyczne i brakuje im kontekstu, który znany jest tylko Pani. Bo np. ja w USA nigdy nie byłem, nie studiowałem ani nie uczyłem za granicą (ani nawet w polskiej uczelni prywatnej), a w Pani wieku mogłem co najwyżej do Bułgarii na wakacje z biura podróży pojechać, po odstaniu w kolejce paszportu.
Bo np. ja znam opowieści o kierunkach studiów w Polsce, na które przyjmuje się 5 osób. I o adiunktach z PAN podejmujących dodatkową pracę na prowincjonalnej uczelni 200 km od miejsca zamieszkania tylko po to, by "zdobyć" doktoranta, z którego da się zrobić doktora, co habilitowanemu adiunktowi (skądinąd bardzo zdolnemu) jest niezbędne do profesury. Znam moich absolwentów, wg których na moim Wydziale pracują "sami debile" i takich, dla których studia u nas to "najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła". Sama Pani widzi, że na te same sprawy można patrzeć z różnych punktów widzenia i z tego, co się widzi, wyciągać skrajnie odmienne wnioski. Dlatego potrzebny jest szerszy kontekst.
Zadała Pani ważne pytanie, dlaczego nie dostała się Pani na Ważny Polski Uniwersytet Zajmujący Wysoką Pozycję w Rankingach Światowych, za to bez problemu przyjęto Panią na Harvard. Moje pytania miały pomóc w dotarciu do choćby częściowej odpowiedzi.
Dodaj komentarz: