W Polsce rozpoczęto interesującą dyskusję na temat konsolidacji uczelni (por. np. tę wiadomość).
Ciekawi nas Państwa zdanie. Jakie będą plusy, a jakie minusy łączenia uczelni w większe struktury?
Komentarze
Kliknij jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
0
oceń komentarz masz 1 głos
Kolejny przykład polskiej specyfiki w dyskusji o szkolnictwie wyższym - pomysły wyprzedzają rzetelną diagnozę lub oparte są na wątpliwych przesłankach.
Cytat - "Ranking szanghajski, uważany dziś za najbardziej prestiżowy, premiuje duże uczelnie". - jedno zdanie a dwie wątpliwości. Po pierwsze, coraz częściej ranking szanghajski oceniany jest negatywnie za kryteria, które nie pozwalają na obiektywne porównywanie rożnych uczelni. Po drugie, premiuje on nie tyle uczelnie duże, ile bogate, angielskojęzyczne i nastawione na nauki ścisłe.
Jeżeli cytowany argument ma być dowodem na potrzebę konsolidacji uczelni, to ja temu pomysłowi nie wróżę sukcesu. Przypomina mi on socjalistyczną manię wielkości - musimy mieć wszystko największe, a najlepiej większe od tego co ma zgniły Zachód.
Czy wielkie molochy dadzą się sprawniej zarządzać? Czy od połączenia przybędzie pieniędzy?
2
oceń komentarz masz 1 głos
Jeżeli prawdą jest, że, jak w cytowanym artykule podaje GW, "Główny cel [reform]: wprowadzić polskie uczelnie do międzynarodowych rankingów", to zaczynam naprawdę się bać. To tak, jakby w czasach Gierka ktoś ogłosił listę 500 najlepszych przedsiębiorstw, na której byłby tylko KGHM na pozycji 499 i Gierek zarządziłby łączenie fabryk w super-hiper Zrzeszenia i Kombinaty, żeby pokazać, ze Polak w Rankingach Potrafi. Na szczęście ktoś w otoczeniu Gierka był mądrzejszy i po prostu wymyślił taki ranking, w którym Polska zajęła 10. miejsce...
Pytanie o konsolidację uczelni jest więc z gruntu jałowe.
Prawidłowe pytanie brzmi: czy konkurencyjną (w skali światowej) gospodarką opartą na wiedzy można zbudować i potem utrzymać, mając w zapleczu sektor nauki i szkolnictwa wyższego całkowicie zależny od administracji państwowej? Jeżeli można było sprywatyzować TPSA, dlaczego nie można sprywatyzować np. UW?
0
oceń komentarz masz 1 głos
Zgłaszam się na ochotnika do opracowania rankingu wyższych uczelni, który udowodni, że polskie uczelnie, nawet bez konsolidacji, tworzą światową czołówkę. Mam tez pomysł na uzyskanie dobrych lokat w rankingu szanghajskim - przez 100 lat inwestujmy w naukę tyle ile USA i od zaraz zróbmy angielski językiem urzędowym. Około 2110 bierzemy pierwszą dziesiątkę tego rankingu.
A poważnie, nawiązując do tego co napisał Pan Koza - pozostając w zależności od polityków i administracji, nauka będzie w takim stanie jak oświata, państwowa służba zdrowia oraz drogi. Tylko czy problemem jest państwowa własność, czy też jakość polityków i urzędników?
1
oceń komentarz masz 1 głos
W Polsce sektor niepubliczny w szkolnictwie wyższym jest OGROMNY w porównaniu z innymi krajami, nawet z USA. To najbardziej zaskakujący wniosek z raportu E&Y. Zatem prywatyzację (oczywiście patologiczną, żerującą na sektorze państwowym i studentach, itp.) to mamy TERAZ.
Konsolidacja uczelni państwowych - podoba mi się ten pomysł. Obok nieco śmiesznej motywacji rankingowej (ale zabawne jest i to, że wiele osób chętnie cytujących rankingi gdy trzeba dowieść mierności naszych szkół, teraz się oburza że bierze się rankingi poważnie), pomysł ten ma wiele innych zalet. Obcięcie biurokracji i różnych synekur, stanowisk. Przykrócenie wieloetatowości. Lepsze wykorzystanie potencjału niektórych wydziałów. Scalenie rachitycznych wydziałów w jeden choćby średni. Duża autonomia wydziałów (konieczna na dużej uczelni), a z drugiej strony możliwość bardziej elastycznych studiów międzywydziałówych. Właściwie nie widzę wad. Niby "trudniej zarządzać", ale z tym zarządzanie to jest tak źle, że gorzej byc juz chyba nie może. W sumie łatwiej znaleźć (o ile się ich w ogóle poszuka) kilkunastu speców do tego zarządzania, niż dziesiątki czy setki (przy obecnym rozdrobnieniu).
0
oceń komentarz masz 1 głos
Pan Jan ma sporo racji ale jest kilka "ale"...
Po pierwsze, zdaję sobie sprawę, że sektor prywatny jest potężny (a w każdym bądź razie na taki wygląda). Dlatego napisałem: "sektor nauki i szkolnictwa wyższego całkowicie zależny od administracji państwowej". Bo przecież nie chodzi o formę własności, tylko sposób działania. A warunki gry w obu sektorach dyktowane są przez instytucje państwowe.
Po drugie - ten OGROM sektora prywatnego to złudzenie. Kuźnią kadr i "przetwórcą" większości środków na badania jest ok. 25 uczelni państwowych. Co więcej, jedna decyzja ministra i sektor prywatny traci rację bytu. "Na szczęście" zbyt wielu urzędników ministerialnych - jak mniemam - jest żywotnie zainteresowanych istnieniem sektora prywatnego.
Po trzecie - zastanawia mnie brak jakichkolwiek osiągnięć naukowych sektora prywatnego. Nawet w dziedzinach niskobudżetowych, np. szeroko rozumianej informatyce. Kadry są
(każda niepubliczna Akademia Tego i Tamtego w Warszawie, oddział zamiejscowy w Koziej Wólce ma wydział Informatyki i Czegoś-Tam). Koszty sprzętu symboliczne (w porównaniu z laboratoriami politechnicznymi), a dzięki wieloetatowości większość kadry i tak ma dostęp do sprzętu publicznego i bibliotek. Czyżby nauka w Polsce nie opłacała się nawet "prywaciarzom"?
Dlatego cokolwiek się myśli o sile sektora prywatnego w polskiej nauce, kluczowa konstatacja polega na stwierdzeniu, że nie ma on *żadnego* wkładu w postęp we wdrażaniu "gospodarki opartej na wiedzy" (poza produkcją "dyplomów").
Ja też widzę oczywiste korzyści z konsolidacji - nawet poszczególnych wydziałów (które w ostatnich nastu latach z przyczyn ekonomicznych masowo dzieliły się na rachityczne jednostki - np. mój wydział podzielił się na trzy). Ale czy na pewno konsolidacja przyniesie realne oszczędności? Te same osoby będą wykonywać te same czynności (obsługa studentów, księgowość, administracja budynków) w nieco innej strukturze służbowej. Konsolidacja nie spowoduje też jakże pożądanego zbliżenia różnych dyscyplin (np. zupełnie nie rozumiem, jak mogą funkcjonować Akademie (tj. "Uniwersytety") Medyczne bez zaplecza naukowo-technicznego politechnik i uniwersytetów. Obecnie kontakty i współpraca i tak zależą od osobistych znajomości a nie miejsca zatrudnienia.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę, ze na "Zachodzie" funkcjonuje inna organizacja uczelni.
Tzn jest niejako inny cel ich istnienia.
Niedawno natrafiłem na biogramy kilku "chief scientists" komputerowego giganta - NVIdia. To są
absolwenci wydziałów elektrycznych. Ha! Logiczne! Tylko dlaczego u nas najlepsze informatyki to "teoretyczne" informatyki uniwersyteckie? I tu jest pies pogrzebany. Naszej nauce brakuje odpowiedzialności. Czy napiszę pracę, czy nie, czy ją ktoś ją przeczyta czy nie, zacytuje czy nie - nikomu krzywda się nie stanie ani nikt nie stanie się milionerem. Tymczasem "chief scientist" Nvidii podejmuje decyzje, od których zależy los jednej z największych korporacji świata. Jednocześnie prowadzi gościnne wykłady na uniwersytecie stanowym, dzięki czemu uniwersytet ma wysoką renomę i wielu studentów chętnych płacić za naukę, a NVidia ma skąd rekrutować nowych pracowników.
Podobnie sytuacja wygląda zapewne z "zachodnią" obronnością, przemysłem nuklearnym, farmaceutycznym, kosmicznym, telekomunikacyjnym,...
0
oceń komentarz masz 1 głos
Oczywiście zgadzam się z tym, że nasz sektor niepubliczny jest słaby i co gorsza pasożytniczy. Tym bardziej, nie w przemianach własnościowych tkwi problem.
Na pewno byloby lepiej totalnie zmienić organizację nauki, ale na początek to i ta konsolidacja nie byłaby zła. Kilka drobnych spraw by poprawiła.
Temat
6
komentarzy
Konsolidacja uczelni
W Polsce rozpoczęto interesującą dyskusję na temat konsolidacji uczelni (por. np. tę wiadomość).
Ciekawi nas Państwa zdanie. Jakie będą plusy, a jakie minusy łączenia uczelni w większe struktury?
Komentarze
Kliknij
jeśli spodobał Ci się komentarz.
Kliknij
jeśli uważasz, że jest miernej jakości.
0
masz 1 głos
Kolejny przykład polskiej specyfiki w dyskusji o szkolnictwie wyższym - pomysły wyprzedzają rzetelną diagnozę lub oparte są na wątpliwych przesłankach.
Cytat - "Ranking szanghajski, uważany dziś za najbardziej prestiżowy, premiuje duże uczelnie". - jedno zdanie a dwie wątpliwości. Po pierwsze, coraz częściej ranking szanghajski oceniany jest negatywnie za kryteria, które nie pozwalają na obiektywne porównywanie rożnych uczelni. Po drugie, premiuje on nie tyle uczelnie duże, ile bogate, angielskojęzyczne i nastawione na nauki ścisłe.
Jeżeli cytowany argument ma być dowodem na potrzebę konsolidacji uczelni, to ja temu pomysłowi nie wróżę sukcesu. Przypomina mi on socjalistyczną manię wielkości - musimy mieć wszystko największe, a najlepiej większe od tego co ma zgniły Zachód.
Czy wielkie molochy dadzą się sprawniej zarządzać? Czy od połączenia przybędzie pieniędzy?
2
masz 1 głos
Jeżeli prawdą jest, że, jak w cytowanym artykule podaje GW, "Główny cel [reform]: wprowadzić polskie uczelnie do międzynarodowych rankingów", to zaczynam naprawdę się bać. To tak, jakby w czasach Gierka ktoś ogłosił listę 500 najlepszych przedsiębiorstw, na której byłby tylko KGHM na pozycji 499 i Gierek zarządziłby łączenie fabryk w super-hiper Zrzeszenia i Kombinaty, żeby pokazać, ze Polak w Rankingach Potrafi. Na szczęście ktoś w otoczeniu Gierka był mądrzejszy i po prostu wymyślił taki ranking, w którym Polska zajęła 10. miejsce...
Pytanie o konsolidację uczelni jest więc z gruntu jałowe.
Prawidłowe pytanie brzmi: czy konkurencyjną (w skali światowej) gospodarką opartą na wiedzy można zbudować i potem utrzymać, mając w zapleczu sektor nauki i szkolnictwa wyższego całkowicie zależny od administracji państwowej? Jeżeli można było sprywatyzować TPSA, dlaczego nie można sprywatyzować np. UW?
0
masz 1 głos
Zgłaszam się na ochotnika do opracowania rankingu wyższych uczelni, który udowodni, że polskie uczelnie, nawet bez konsolidacji, tworzą światową czołówkę. Mam tez pomysł na uzyskanie dobrych lokat w rankingu szanghajskim - przez 100 lat inwestujmy w naukę tyle ile USA i od zaraz zróbmy angielski językiem urzędowym. Około 2110 bierzemy pierwszą dziesiątkę tego rankingu.
A poważnie, nawiązując do tego co napisał Pan Koza - pozostając w zależności od polityków i administracji, nauka będzie w takim stanie jak oświata, państwowa służba zdrowia oraz drogi. Tylko czy problemem jest państwowa własność, czy też jakość polityków i urzędników?
1
masz 1 głos
W Polsce sektor niepubliczny w szkolnictwie wyższym jest OGROMNY w porównaniu z innymi krajami, nawet z USA. To najbardziej zaskakujący wniosek z raportu E&Y. Zatem prywatyzację (oczywiście patologiczną, żerującą na sektorze państwowym i studentach, itp.) to mamy TERAZ.
Konsolidacja uczelni państwowych - podoba mi się ten pomysł. Obok nieco śmiesznej motywacji rankingowej (ale zabawne jest i to, że wiele osób chętnie cytujących rankingi gdy trzeba dowieść mierności naszych szkół, teraz się oburza że bierze się rankingi poważnie), pomysł ten ma wiele innych zalet. Obcięcie biurokracji i różnych synekur, stanowisk. Przykrócenie wieloetatowości. Lepsze wykorzystanie potencjału niektórych wydziałów. Scalenie rachitycznych wydziałów w jeden choćby średni. Duża autonomia wydziałów (konieczna na dużej uczelni), a z drugiej strony możliwość bardziej elastycznych studiów międzywydziałówych. Właściwie nie widzę wad. Niby "trudniej zarządzać", ale z tym zarządzanie to jest tak źle, że gorzej byc juz chyba nie może. W sumie łatwiej znaleźć (o ile się ich w ogóle poszuka) kilkunastu speców do tego zarządzania, niż dziesiątki czy setki (przy obecnym rozdrobnieniu).
0
masz 1 głos
Pan Jan ma sporo racji ale jest kilka "ale"...
Po pierwsze, zdaję sobie sprawę, że sektor prywatny jest potężny (a w każdym bądź razie na taki wygląda). Dlatego napisałem: "sektor nauki i szkolnictwa wyższego całkowicie zależny od administracji państwowej". Bo przecież nie chodzi o formę własności, tylko sposób działania. A warunki gry w obu sektorach dyktowane są przez instytucje państwowe.
Po drugie - ten OGROM sektora prywatnego to złudzenie. Kuźnią kadr i "przetwórcą" większości środków na badania jest ok. 25 uczelni państwowych. Co więcej, jedna decyzja ministra i sektor prywatny traci rację bytu. "Na szczęście" zbyt wielu urzędników ministerialnych - jak mniemam - jest żywotnie zainteresowanych istnieniem sektora prywatnego.
Po trzecie - zastanawia mnie brak jakichkolwiek osiągnięć naukowych sektora prywatnego. Nawet w dziedzinach niskobudżetowych, np. szeroko rozumianej informatyce. Kadry są
(każda niepubliczna Akademia Tego i Tamtego w Warszawie, oddział zamiejscowy w Koziej Wólce ma wydział Informatyki i Czegoś-Tam). Koszty sprzętu symboliczne (w porównaniu z laboratoriami politechnicznymi), a dzięki wieloetatowości większość kadry i tak ma dostęp do sprzętu publicznego i bibliotek. Czyżby nauka w Polsce nie opłacała się nawet "prywaciarzom"?
Dlatego cokolwiek się myśli o sile sektora prywatnego w polskiej nauce, kluczowa konstatacja polega na stwierdzeniu, że nie ma on *żadnego* wkładu w postęp we wdrażaniu "gospodarki opartej na wiedzy" (poza produkcją "dyplomów").
Ja też widzę oczywiste korzyści z konsolidacji - nawet poszczególnych wydziałów (które w ostatnich nastu latach z przyczyn ekonomicznych masowo dzieliły się na rachityczne jednostki - np. mój wydział podzielił się na trzy). Ale czy na pewno konsolidacja przyniesie realne oszczędności? Te same osoby będą wykonywać te same czynności (obsługa studentów, księgowość, administracja budynków) w nieco innej strukturze służbowej. Konsolidacja nie spowoduje też jakże pożądanego zbliżenia różnych dyscyplin (np. zupełnie nie rozumiem, jak mogą funkcjonować Akademie (tj. "Uniwersytety") Medyczne bez zaplecza naukowo-technicznego politechnik i uniwersytetów. Obecnie kontakty i współpraca i tak zależą od osobistych znajomości a nie miejsca zatrudnienia.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę, ze na "Zachodzie" funkcjonuje inna organizacja uczelni.
Tzn jest niejako inny cel ich istnienia.
Niedawno natrafiłem na biogramy kilku "chief scientists" komputerowego giganta - NVIdia. To są
absolwenci wydziałów elektrycznych. Ha! Logiczne! Tylko dlaczego u nas najlepsze informatyki to "teoretyczne" informatyki uniwersyteckie? I tu jest pies pogrzebany. Naszej nauce brakuje odpowiedzialności. Czy napiszę pracę, czy nie, czy ją ktoś ją przeczyta czy nie, zacytuje czy nie - nikomu krzywda się nie stanie ani nikt nie stanie się milionerem. Tymczasem "chief scientist" Nvidii podejmuje decyzje, od których zależy los jednej z największych korporacji świata. Jednocześnie prowadzi gościnne wykłady na uniwersytecie stanowym, dzięki czemu uniwersytet ma wysoką renomę i wielu studentów chętnych płacić za naukę, a NVidia ma skąd rekrutować nowych pracowników.
Podobnie sytuacja wygląda zapewne z "zachodnią" obronnością, przemysłem nuklearnym, farmaceutycznym, kosmicznym, telekomunikacyjnym,...
0
masz 1 głos
Oczywiście zgadzam się z tym, że nasz sektor niepubliczny jest słaby i co gorsza pasożytniczy. Tym bardziej, nie w przemianach własnościowych tkwi problem.
Na pewno byloby lepiej totalnie zmienić organizację nauki, ale na początek to i ta konsolidacja nie byłaby zła. Kilka drobnych spraw by poprawiła.
Dodaj komentarz: