Temat

5
komentarzy

Ład wewnętrzny uczelni

 "Niezbędne jest jasne rozdzielenie funkcji nadzoru właścicielskiego nad działalnością uczelni, zarządzania uczelnią i przedstawicielstwa różnych grup społeczności akademickiej". To jedna z głównych tez artykułu prof. Andrzeja Jajszczyka i prof. Leszka Pacholskiego zamieszczonego w Forum Akademickim. Zachęcamy do dyskusji!

Komentarze

Kliknij jeśli spodobał Ci się komentarz.

Kliknij jeśli uważasz, że jest miernej jakości.

5

oceń komentarz
masz 1 głos

Zaczne od cytatu z dyskutowanego tutaj artykulu prof. Andrzeja Jajszczyka i prof. Leszka Pacholskiego:
"Jednym z wielkich wyzwań stojących przed uczelnią autonomiczną jest sprecyzowanie jej misji, opracowanie wizji przyszłości i przekucie jej w przemyślany i dający się wdrożyć plan strategiczny. Większość uczelni nie ma takich planów, gdyż władze nie potrafią ich przygotować lub, co gorsza, nie czują potrzeby ich posiadania."

Wydaje mi sie, ze ten przytoczony fragment jest bardzo istotny. Tzn. na dzien dzisiejszy uczelnie w Polsce w ogole nie maja dobrze zdefiniownej misji. Do tzw. "jednego worka" wrzuca sie zarowno male uczelnie prywatne o charakterze typowo zawodowym, jak tez duze uczelnie typu UJ, UW, ktore powinny byc uczelniami badawczymi. Otoz, od malych uczelni, ktore w zasadzie powinny przygotowywac studentow do konkretnych zawodow, wymaga sie zatrudniania kadry ze stopniem dr hab. lub prof. co jakby sugeruje koniecznosc stycznosci tych uczelni z badaniami naukowym, co chyba jest jednak spora przesada w stosunku do oczekiwan absolwentow. Z drugiej zas strony dopuszcza sie, aby kadra np. z UJ, UW prowadzila zajecia dydaktyczne na dodatkowych etatach, zaniedbujac prowadzenie badan naukowych, co akurat dla uczelni tego typu jest zaniedbaniem niezwykle razacym, odbijajacym sie na jakosci doktoratow.

Moim zdaniem aby mowic o sprawym zarzadzaniu na uczelni, nalezy wiec przede zdefinowac jej misje (oczywiscie zaleznie od jej typu). Mozna bowiem powiedziec nieco zlosliwie, ze obecnie uczelnie publiczne niekoniecznie sa zle zarzadzane. Mianowicie do takiego wniosku mozna prosto dojsc, jesli przyjmiemy, ze misja obecnych uczelni publicznej, jest zaspokojanie potrzeb ambicjonalnych jej kadry.

W kazdym razie, artykul prof. A.Jajszczyka i prof. L. Pacholskiego jest bardzo wartosciowy, gdyz dotyka niezwykle istotnych spraw.

Zbigniew Mitura, 2.02.2010 00:36 | zgłoś nadużycie

4

oceń komentarz
masz 1 głos

Myślę, że wartym przeczytania jest artykuł

http://wyborcza.pl/1,75515,7441171,Ilu_laureatow_Nagrody_Nobla_zatrudniles_.html

który pokazuje jak wygląda zarządzanie uczelniami wyższymi w Stanach Zjednoczonych. Kluczowe dla polskiego szkolnictwa wyższego jest przejęcie jego zarządzania przez profesjonalnych menedżerów od edukacji i, o czym słusznie napisał Zbigniew Mitura, wyznaczenie im misji.

Obecnie misją publicznych uczelni wyższych jest zaspokojenie nawet nie ambicji, a po prostu potrzeb życiowych jej kadry (potrzeby odpowiedniej liczby bezpiecznych etatów). Wobec zarządzania uczelniami przez jej kadrę, co dobrze jest opisane w artykule, nie sposób wymagać, by uniwersytety wyznaczyły sobie cel np. zwiększenia jakości dydaktyki i nauki. Zwiększenie jakości będzie się wiązało z wymaganiami w stosunku do kadry, badaniem potrzeby istnienia ich etatów czy jakości ich pracy na uczelni, a to zburzy ich bezpieczeństwo. Bo co pocznie wykładowca, który prowadzi nudne wykłady i od n lat nic nie opublikował? Zmiany w zarządzaniu zagroziłyby interesom kadry!

Dlatego konieczne jest zmiana organów nadzoru, który musi być niezależny od kadry tej uczelni. W obecnym stanie, gdzie uczelniami rządzi jej kadra, niemożliwa jest zmiana zarządzania uczelniami na lepsze (ściągnięcie profesjonalnych menedżerów od edukacji i wyznaczenie misji). Czego najlepszym dowodem jest opór z jakim spotkał się prof. Pacholski na UWr.

PS Przepraszam, że nie piszę pod nazwiskiem, ale jestem studentem i wolę nie ryzykować.

Wojtek K., 3.02.2010 10:34 | zgłoś nadużycie

-2

oceń komentarz
masz 1 głos

Do pana Wojtka.
Trochę zdziwił mnie pański strach, przecież nie napisał Pan nic takiego, co mogłoby ściągnąć na Pana zemstę wykładowców.
Przechodząc do często pojawiającej się propozycji, by uczelniami zarządzali menedżerowie nie pochodzący z kadry lub jakieś rady powiernicze. Fakt, w USA to się sprawdza, ale my żyjemy w Polsce - z ustrojem zwanym partiokracją. Kto nam zagwarantuje, że ci menedżerowie i członkowie rad nie będą po prostu partyjnymi mianowańcami. Przecież życie codziennie przynosi nam przykłady zawłaszczania rożnych stanowisk kierowniczych i rad nadzorczych przez partyjniaków. Jeżeli coś takiego miałoby stać się na uczelniach, to byłby to koniec niezależności i jakiejkolwiek pozytywnej jakości polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Dodajmy do tego zniesienie habilitacji i mamy komplet - partyjny rektor obsadza stanowiska dziekanów swoimi partyjnymi kolegami, którzy doktorat sobie kupili, np. na Ukrainie. I wtedy jesteśmy na Zachodzie, ale dzikim. Może za kilka pokoleń, jak Polacy dojrzeją do demokracji i kapitalizmu (nigdzie na Zachodzie ten proces nie trwał 20 lat), będzie można wprowadzić takie rozwiązanie.

Zbigniew Osiński, 3.02.2010 11:16 | zgłoś nadużycie

1

oceń komentarz
masz 1 głos

Staram się być po prostu ostrożny :) Nie wiem, czy pisanie pod nazwiskiem o członkach kadry, którzy po prostu trwają na stanowiskach (z nudnymi wykładami bez pasji i brakiem publikacji), jest dobrym pomysłem, jeśli to od nich będą zależały moje oceny na egzaminie.

To co Pan napił jest jak najbardziej słuszne. Ostatnią rzeczą, na którą chciałby pozwolić, to oddanie uczelni w ręce polityków. Niestety, ale w polskiej polityce dochodzi do straszliwej selekcji negatywnej. Dlatego nie napisałem, że organy nadzoru mają być obsadzane przez polityków. Prawdę mówiąc zastanawiałem się nad tym od dłuższego czasu i nie mogę znaleźć żadnego rozwiązania :( Problem, że kompletnie nie funkcjonuje coś takiego jak więź absolwentów z uczelnią, co mogłoby być rozwiązaniem.

Tylko, że obecnie we władzach uczelni publicznych nie siedzą doskonali menedżerowie. Siedzą osoby, które nie mają doświadczenia menadżerskiego, a do tego są powoływani przez organ składający się w dużej mierze z osób, których głównym interesem jest zachowanie systemu gwarantującego im bezpieczeństwo zatrudnienia. To musi się zmienić, jeśli nasze uczelnie w jakikolwiek sposób mają być konkurencyjne w stosunku do zagranicznych. I tu nie chodzi o same uczelnie, ale także o gospodarkę, która bez dobry uczelni w pewnym momencie zatrzyma się w miejscu.

Wojtek K., 3.02.2010 11:48 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

Pozwole sobie przekopiowac skrot mojego komentarza, zamieszczonego na forum dyskusyjnym Polska The Times, ktory zostal wcxoraj opublikowany w wydaniu papierowym

Listy do redakcji
2.2.2010 POLSKA The Times strona 9 Polska Stefania Bonisławska

Organizacja i zarządzanie uczelniami
Warunkiem koniecznym dla wyjścia polskiego szkolnictwa wyższego i nauki z zapaści zarówno merytorycznej, jak przede wszystkim pokoleniowej jest głęboka przebudowa organizacji i sposobu funkcjonowania polskich uczelni. Na polskich uczelniach 30 proc.zatrudnionych na etatach profesorów tytularnych ma ponad 70 lat!!! Znakomita większość pracowników „samodzielnych" jest w wieku, gdy bardziej się myśli o zabezpieczeniach socjalnych (zdrowie) i zbliżającej się emeryturze niż o przyszłości tego kraju. Trudno się w końcu dziwić, ze „statystyczna większość" korzysta ze swoich pięciu minut ze szkodą dla młodego pokolenia, starając się głównie zmaksymalizować swoje przychody pieniężne przez pracę na emeryturze, wieloetatowość lub nadgodziny. To te grupy decydują praktycznie o wszystkim na polskich uczelniach (mają większość głosów). W konsekwencji są zainteresowane zachowaniem obecnego status quo i bronią się przed jakąkolwiek konkurencją zewnętrzną i wewnętrzną. W ocenie procesu dydaktycznego, jego jakości, nie ma żadnych elementów wymuszających/nagradzających wprowadzenie nowych treści. Prowadzenie grantów to też olbrzymi kłopot, gdyż administracja uczelni raczej przeszkadza, niż służy pomocą (brakuje odpowiednio wyspecjalizowanych komórek). Nie wierzę, że same zewnętrzne czynniki finansowe wymuszą „projakościowe" zmiany na najniższych poziomach uczelni w myśl starej zasady „władza się zawsze wyżywi". Uczelnie przy obecnym systemie podejmowania decyzji wolą mieć mniej pieniędzy niż „wpuścić" konkurencję - zrozumienie tej mentalności jest kluczem do sukcesu reform. Prof. Żylicz z Fundacji Nauki Polskiej powiedział w czasie panelu w ramach grudniowej debaty telewizyjnej, że trudno mu jest zrozumieć fakt, że uczelnia nie potrafi znaleźć 50 tysięcy na pensje dla doktora, który wnosi ze sobą dwa i pół miliona złotych grantu!!! Ja natomiast rozumiem to doskonale. Stąd moje głębokie przekonanie, że pozostawienie obecnego sposobu podejmowania decyzji na polskich uczelniach, a także ich organizacji, jest głównym czynnikiem antyrozwojowym. Finanse są wtórne.
Małgorzata A., Centrum Informacji FIAP

malgorzata.academicus, 3.02.2010 11:49 | zgłoś nadużycie

Dodaj komentarz:

CAPTCHA image