Temat

22
komentarzy

Porównaj doświadczenia z zagranicznych i polskich uczelni?

Studencie, odwiedzałeś zagraniczną uczelnie (np. na wymianie ERASMUS)? Napisz co podobało Ci się tam bardziej, a co mniej niż w macierzystej uczelni.

W wielu gazetach pojawiły się w minionych tygodniach artykuły mówiące o tym, jak źle zorganizowane są polskie uczelnie pod względem możliwości prowadzenia badań naukowych. Przykładem takiej oceny jest niedawny artykuł w Rzeczpospolitej W Polsce naukowcy wpadają w depresję. Pojawiło się też sporo krytycznych artykułów wskazujących na niski poziom kształcenia, na przykład artykuł Magdy Bucholc i Pawła Śpiewaka w Tygodniku Powszechnym, który stawia tezę, że uczelnie „produkują ćwierćinteligentów”, lub tekst Marcina Króla wzywający do zaprzestania „produkcji półinteligentów”.

Prosimy wszystkich młodych pracowników naukowych i studentów którzy mieli okazję prowadzić badania lub studiować za granicą, na przykład w ramach programu ERASMUS, o podzielenie się na tym forum swoimi wrażeniami po powrocie do Polski. Co należy zmienić, żeby student lub młody badacz wracał z ulgą na swoją macierzystą uczelnię?

Komentarze

Kliknij jeśli spodobał Ci się komentarz.

Kliknij jeśli uważasz, że jest miernej jakości.

7

oceń komentarz
masz 1 głos

Studiuję na kierunku ekonomicznym.
Na uczelni zagranicznej bardziej mi się podobało
- praktyczne podejście do zagadnień. To znaczy, oprócz teorii pokazywano, od razu, jej praktyczne zastosowanie. Dotyczy to głównie przedmiotów, takich jak, ekonometria, ekonomia, finanse itp. Ponadto szerokie zastosowanie komputera na tych przedmiotach.
- pisanie większej ilości prac i esejów, które były podstawą do oceny końcowej.
- rzetelne egzaminy, w Polsce wydają mi się rzadkością.
- to trywialne, ale prezentacje profesorów były normalnie dystrybuowane wśród studentów. U nas czasem jeszcze niektórzy na wykładach robią zdjęcia.

gips, 28.10.2009 10:42 | zgłoś nadużycie

16

oceń komentarz
masz 1 głos

Miałem okazję studiować przez jeden semestr w ramach programu Erasmus w Portugalii. Moje spostrzeżenia są niestety bardzo krytyczne dla polskiego systemu szkolnictwa wyższego.
Po pierwsze rzuca się w oczy nastawienie kadry naukowej do studentów. Za granicą mam wrażenie, że student jest traktowany przez wykładowców na równych zasadach. Nikt nie próbuje na wstępie pokazać studentom jakimi są "głąbami". Nie widać, wszechobecnej na polskich uczelniach, megalomanii profesorów. Widać za to autentyczną ,nie udawaną, chęć pomagania studentom. wszelkie formy dyskusji są wręcz pożądane. Na polskiej uczelni zdarzało mi się uczestniczyć wielokrotnie na zajęciach, na których jedyną osobą, która zabierała głos był prowadzący/a. Drugą różnicą, którą można spostrzec od razu, jest jakość wyposażenia uczelni. Niestety moja polska uczelnia, nawiasem mówiąc jedna z najlepszych w Polsce w swojej kategorii, powinna się wstydzić wyposażeniem sal komputerowych, bibliotek itd.
Nie mogę pojąć jak uczelnia przez którą przewija się kilka tysięcy studentów studiów dziennych i pewnie jeszcze więcej w trybie zaocznym nie może znaleźć środków na sfinansowanie kilkudziesięciu komputerów, które można obsługiwać bez ciągłej irytacji spowodowanej "zawieszającym się systemem". Wracając do zajęć.,w Polsce miałem ciągle wrażenie, że niektórzy profesorowie panicznie boją się przekazywać studentom swoje materiały do zajęć. Wynika to chyba z faktu, że studenci mając takie materiały, nie mieliby żadnych powodów żeby uczstniczyć w zajęciach skoro wiele z nich sprowadzało się do czytania przez profesora z kartki. Do mnie bardziej dociera wiedza nie poprzez notowanie, zapisywanie setek stron w zeszycie ale poprzez dyskusję ewentualnie case studies. Irytujące były przypadki, gdy wykładowaca pokazywał jakiś slajd przez minutę i kto zdąrzył go przepisać był szczęściarzem. Wiele wniosłaby zmiana podejścia wykładowców do ich pracy. Niech pokażą, że nie robią tego "bo muszą" ale z prawdziwej chęci dzielenia się wiedzą i doświadczeniem. Brakowało mi także przygładów zastosowania wiedzy z zajęć w praktyce.

ovo, 28.10.2009 15:34 | zgłoś nadużycie

1

oceń komentarz
masz 1 głos

Jestem zdumiony, że wykładowcy nie udostępniają swoich wykładów (prezentacji). Ciekawe czym się kierują?

Krzysztof Rybiński, 31.10.2009 10:44 | zgłoś nadużycie

2

oceń komentarz
masz 1 głos

Dlaczego wykładowcy w Polsce nie udostępniają swoich prezentacji? Powołam się na świetny przykład z literatury z zakresu zarządzania – C.K. Prahalad i V. Ramaswamy: Przyszłość konkurencji, PWE, Warszawa 2005. Chodzi o przykład Massachusetts Institute of Technology (MIT). W kwietniu 2001 r. MIT rozpoczął program w ramach którego rozpoczęto zamieszczanie w Internecie notatek z wykładów, zbiory zadań, itd. Autorzy pytają: „jeżeli konkretna treść kształtowana przez MIT jest bezpłatna, to gdzie mieści się wartość?”. W dalszej części odpowiadają: nauka to współtworzenie wyjątkowej wartości. Nauka jest wielokierunkowym dialogiem, zaś „wartość wykształcenia MIT polega na jakości interakcji między wszystkimi uczestnikami uczącej się wspólnoty, a nie informacji przekazywanej studentom przez profesorów. Studenci cenią doświadczenie uczenia się – współtworzenie wiedzy – a nie wykorzystywane do tego celu materiały i usługi”. Przypadek ten jest świetnie opisany we wskazanej książce str. 91 i 92 - gorąco polecam lekturę całej książki (z tych stron pochodzą powyższe cytaty).
Poza tym sięgnę do przeszłości – Platon stworzył fantastyczne dialogi, ale traktował pismo instrumentalnie – miało pobudzać pamięć uczniów, bo to co w filozofii najistotniejsze odbywało się w dyskursie między mistrzem a uczniami. Myślę, że wielu obecnych wykładowców obawia się tego, że jeśli udostępnią materiały to sale wykładowe będą puste…
Z drugiej strony, kolega będący wykładowcą na jednej z polskich uczelni wspomniał mi, że studenci mają problem z językiem polskim… ponieważ uczą się tylko prezentacji i na pisemnych egzaminach niektórzy piszą równoważnikami zdań…
Mój wniosek: materiały z wykładów powinny być dostępne, ale materiały to tylko fragment wiedzy - studenci powinni chodzić na wykłady, bo tylko w ten sposób tworzona jest wyjątkowa wartość. A jeśli ktoś nie ma predyspozycji do bycia „mistrzem” i prowadzenia wykładów to powinien zmienić pracę – w końcu nie wszyscy ludzie starożytności byli filozofami :).

emka, 31.10.2009 19:04 | zgłoś nadużycie

4

oceń komentarz
masz 1 głos

Mam kilka uwag zarówno z doświadczeń własnych jak i znajomych, którzy studiowali w Polsce jak i za granicami naszego kraju. Podepnę je do tego wątku, chociaż nie wiem czy jest to rozwiązanie najlepsze z możliwych.


1) W Polsce plagą jest ściąganie. Jak po jednym z egzaminów rozmawiałem z prowadzącym wykład, że inni strasznie ściągali i czy na przyszłość mógłby trochę jednak pilnować (m.in. czytał jakieś artykuły w czasie egzaminu), to stwierdził, że i tak to jest ich strata a nie jego. Mogę dodać, że wykładowca kończył studia (przynajmniej PhD) w Teksasie i w Polsce dawno chyba nie uczył.


Innym przykładem jest przypadek znajomych kolegi, który studiuje bodajże w Amsterdamie. Była tam taka sytuacja, że po jednym z egzaminów profesor stwierdził, że dwie prace są bardzo podobne. Wezwał odpowiedzialnych za nie studentów na dywanik i oskarżył ich o ściąganie. Oni się tłumaczyli tym, że egzamin był Open-Book i mieli dokładnie te same materiały i się razem uczyli, więc możliwe że błędy są takie same. Studentów nie wyrzucili, ale kazano sprawdzić ich wszystkie (stare) egzaminy czy wszystkie nie są za bardzo do siebie podobne. Natomiast na następnych powinni oni siedzieć z dala od siebie, co też przekazano innym wykładowcom.


To tak dla przykładu, jak się walczy ze ściąganiem w Polsce a zagranicą. Mam jeszcze przykład jak to w Polsce kolega został niesłusznie wywalony z egzaminu za podejrzenie ściągania, ale o tym może kiedy indziej.


2) Brakuje egzaminów ustnych, przez co późniejsi absolwenci nie umieją się ściśle wypowiadać na różne tematy, bo jak się zaczyna dalej drążyć to okazuje się że delikwent nic nie umie. Na wydziale matematyki jeden z profesorów, który zawsze przeprowadza egzaminy ustne, powiedział mi kiedyś, że egzaminy ustne powinny być bo później człowiek kończy studia i mimo, że coś tam wie to o matematyce opowiadać nie umie.


3) Moim zdaniem może warto zmienić skalę ocen. W Polsce na uczelniach obowiązuje ocena 2 jako oblanie i 3-5 jako oceny pozytywne, tylko, że to 2 się otrzymuje czasem dopiero za 60% punktów. Zatem osoby, które otrzymały 5% i 59% są traktowane tak samo, mimo że wiedza ich jest zupełnie inna. Ponownie za przykład posłuży mi tu Amsterdam, gdzie skala ocen jest od 1 do 10 (albo do 9, głowy nie daję), ale zaliczenia są od 6 w górę. Można zatem niezaliczyć na różne sposoby tzn. można dostać ocenę 1 lub 5 i obie nie dają studentowi zaliczenia.


4) Myślę, że seminaria magisterskie w Polsce nie są aż takie złe, jednak w wielu przypadkach można by je zmienić. Ponownie przytoczę porównanie Austrii i Polski. W Austrii na seminarium magisterskie uczęszczają wszyscy studenci 4 lub 5 roku, którzy zamierzają kończyć pracę. Warunkiem zaliczenia seminarium jest prezentacja własnej pracy magisterskiej oraz przedstawienie "recenzji" dwóch innych prac magisterskich, które są prezentowane na tym samym seminarium. Napisałem "recenzji", gdyż w dużej mierze studenci ograniczali się do stwierdzeń, że praca jest ładna, przejrzysta, trochę by zmienili układ i zmienili kolejność rozdziałów, a poza tym to merytorycznych uwag PRAWIE w ogóle nie było. Poza tym nie ma czegoś takiego jak obrona pracy (sic!) tylko wspominana prezentacja i dwie "recenzje". W Polsce seminarium, na które uczęszczałem (właściwie to nadal uczęszczam) sprowadza się do prezentowania prac naukowych bądź jakiś konkretnych zagadnień oraz zdawania relacji z postępów w pisaniu własnej pracy. Tak naprawdę, uczęszczałem także na seminarium badawcze jednego z zakładów na wydziale i wygląda ono prawie dokładnie tak samo jak seminarium magisterskie.


Dla mnie bardzo kształcące były zajęcia pt. "research seminar", na które zapraszani byli pracownicy naukowi innych placówek (nie tylko naukowych) w Polsce bądź zagranicą i prezentowali jakieś swoje prace (najnowsze, albo nie tak najnowsze). Studenci mieli za zadanie napisać recenzję oraz zaproponować po kilka rozszerzeń kilku z nich w semestrze zimowym, a w semestrze letnim ponownie napisać recenzję ale tym razem jedno z takich rozszerzeń zrobić. To mnie nauczyło wiele jak pisać prace naukowe i jak ich nie pisać.

5) Jeszcze jedno porównanie między Polską z zagranicą. W Polsce prawie do wszystkich przedmiotów prowadzone są ćwiczenia, wyjątkami są seminaria i konwersatoria, ale te zazwyczaj nie kończą się egzaminami. Na zachodzie częstą praktyką na poziomie studiów magisterskich jest prowadzenie tylko wykładów i do tego ćwiczeń, ale są to ćwiczenia dla wszystkich i są one nieobowiązkowe. Do wykładu zawsze dawane są zbiory zadań, a egzamin jest podobny do tych zadań. Przez podobny nie rozumie się tu po prostu zmiany danych, ale np. złożenie kilku zadań w jedno i przez to znaczne ich skomplikowanie. Zmusza to wielu studentów do samodzielnej pracy w domu z podręcznikiem.

6) Chyba od tego roku akademickiego wprowadzono obowiązek odbywania praktyk studenckich przez studentów. Według mnie bardzo dobrym pomysłem, który ma zastosować jeden z wydziałów matematyki, jest możliwość zaliczenia przez studenta praktyk poprzez sprawdzanie prac domowych młodszych studentów. Tzn. student zostaje przypisany do jakiegoś przedmiotu prowadzonego na jednym z początkowych lat studiów, w ramach tego przedmiotu studenci muszą oddawać na kartkach co tydzień bądź co dwa tygodnie, serie zadań, a on musi te zadania sprawdzać. Według mnie jest to świetne rozwiązanie, bo wiele osób na tym skorzysta.


Jeszcze mały komentarz do odpowiedzi przedmiotów. Osobiście nie spotkałem się jeszcze z tym, żeby wykładowca nie chciał mi udostępnić swoich notatek. Nawet zdarzało mi się, że pozwalali się nagrywać na dyktafon, poproszeni sami spisali notatki wykładów, wysyłali slajdy na maila. Miałem nawet przypadek, że jak się zadeklarowałem, że przepisze notatki (matematykę się przepisuje dość powoli), to wykładowca mi odbił swoje ręcznie pisane. Dodam jeszcze, że miało to wszystko miejsce na państwowej uczelni w Polsce. Moje doświadczenia zagranicą są podobne, jak się poprosi to dadzą. Zarówno w Polsce jak i zagranicą w dużej mierze dają też stare egzaminy. Może moje przypadki są odosobnione, bo uczęszczałem do bardziej wymagających wykładowców, a tacy to jednak są nastawieni na przekazywanie wiedzy w jakikolwiek sposób.


Co się tyczy "case studies", to jeśli studenci będą tylko takie rozwiązywali, to nauczą się schematycznego myślenia, a to nie jest zalecane. Jeśli się spojrzy na formy rekrutacji do najlepszych firm na zachodzie, to często promują one myślenie nieszablonowe (polecam książkę "How would you move moutain Fuji?", która porusza temat pytań w czasie rozmów rekrutacyjnych do Microsoftu). W chwili obecnej firmy konsultingowe, które chyba dają najlepszą płacę ludziom tuż po studiach, też stawiają na takie myślenie i często zatrudniają ludzi, którzy spełniają pewne minimum. Problem w tym, że każda firma i tak musi sobie takiego nowego pracownika sama wykształcić i potrzebuje tylko dobrej bazy, a taką będzie człowiek znający języki i umiejący rozwiązywać problemy (na co składa się także rozkładanie ich na części pierwsze). Trzeba więc ludzi nauczyć myśleć i rozumieć z czego składają się problemy, a nie rozwiązywać konkretne przypadki. Dobra, za bardzo zaczynam odbiegać od tematu.

Według mnie, co należy zmienić w szkolnictwie:


1) finansowanie - osobiście nie mam pomysłu, ale w jakiś sposób można by zmotywować firmy prywatne do inwestowania w szkolnictwo. Może zmienić ustawę o 1% i dopisać do niej uczelnie?


2) współpraca z biznesem - nie orientuje się dokładnie w temacie, ale nie wiem czy nie ma zbyt dużych ograniczeń co do praw autorskich jakie posiada uczelnia do pracy studentów. Może to ograniczać dostęp firm prywatnych do kapitału jakim są studenci. Może, gdyby jakoś ułatwić przekazywanie tych praw firmom albo ich współdzielenie, to zaczęłyby one współpracować z uczelniami.


3) studenci prowadzący zajęcia - wiem, że tak się czasem robi zagranicą, że najzdolniejsi studenci wyższych lat studiów mogą prowadzić zajęcia na przedmiotach uczonych na latach niższych. W ten sposób można by odciążyć osoby zajmujące się głównie pracą naukową, bo jak wiadomo nie wszyscy, którzy są dobrymi naukowcami są także dobrymi dydaktykami.


4) osobiście jestem przeciwny płatności za drugi kierunek. Ogranicza to możliwości studiowania równoległego. Wiadomo, że są jednostki wybitne, które mogą prawie na samych piątkach studiować na dwóch kierunkach. Jednakże są i tacy co dadzą radę, ale będą to już oceny trójki i czwórki, takich ta ustawa może ograniczyć. Może się mylę, ale z tego co słyszałem w mediach to darmowy drugi kierunek ma być dla wybitnych....


5) Wiadomo, że do powrotu naukowców z zagranicy mogą ich zmotywować pieniądze i dobre warunki pracy. Dla przykładu art. z RP
http://www.rp.pl/artykul/374089_W_Polsce_naukowcy_wpadaja_w_depresje.html

Przepraszam, za tak post długi i może trochę nie na temat.

Marcin, 1.11.2009 19:58 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

Chciałbym poruszyć kilka ważnych wątków:

#1 - powszechne przekonanie, że "studia mi nic nie dały"; wyrazem takiego podejścia jest chęć zwiększenia przedmiotów praktycznych w programach nauczania (np. formuła case study na studiach ekonomicznych). Jakkolwiek popieram okrojenie wielu programów nauczania i skupienie większej uwagi na zagadnieniach praktycznych, to jednak jestem zdania, że uczelnia powinna nauczyć przede wszystkim logicznego myślenia, powinna wskazać drogę, a nie konkretne rozwiązania. Pozostając przy przykładzie ekonomicznym (wynika to z moich doświadczeń), należy skłaniać studentów nie tylko do rozwiązywania praktycznych problemów, ale także do czytania teorii (tak!) oraz codziennej prasy ekonomicznej. Student bez podstaw teoretycznych na ogół nie sprosta złożonym realnym problemom. Niestety tak się składa, że na ogół studia rozpoczynają - i kończą - ci, którzy danym kierunkiem są niezainteresowani (stąd moja propozycja zainteresowania studentów - podkreślam: ekonomicznych - artykułami w prasie codziennej, które nie są przecież pisane wysoce sformalizowanym językiem). Popieram głosy mówiące o konieczności popularyzacji egzaminów ustnych - sprawdzają one zainteresowanie przedmiotem, zdolność do indywidualnego wnioskowania (a nie do nauki według klucza, jak to ma się w przypadku testów).

#2 - klęska systemu 3+2 (choć może zbyt wcześnie, by kategorycznie o tej klęsce mówić). System boloński daje ogromne możliwości, lecz jest nieefektywnie wprowadzony. Pozostając przy ekonomii, pierwsze 3 lata powinny dać studentowi instrumentarium i gruntowną wiedzę ekonomiczną (nacisk na mikro- i makroekonomię, matematykę, statystykę, ekonometrię, ekonomię matematyczną itp.), a kolejne 2 lata - wiedzę z konkretnych dyscyplin kierunkowych (handel zagraniczny, finanse i bankowość itd.). Wydaje mi się, że zamiast debatować nad obcymi wzorcami (co jest oczywiście twórcze), należy zastanowić się, co uczynić, aby 3+2 nie zakończyło się katastofą.

Moje tezy dotyczą głównie kierunków ekonomicznych, ale można je dowolnie rozszerzyć na inne dziedziny nauki - nie tylko społeczne.

luzne_spostrzezenia, 3.11.2009 14:59 | zgłoś nadużycie

11

oceń komentarz
masz 1 głos

Kierunek: ekonomia

Kraj: USA

Komparatywnie:
- w USA wyrzucaja z uczelni za sciaganie/plagiat - najwyzszy czas aby prof. zaczeli to stosowac na naszych uczelniach (BARDZO DEMOTYWUJE MNIE TO, ZE INNI SCIAGAJA PODCZAS GDY JA SIE UCZE - oszukiwanie jest po prostu nie fair!!)

- wiecej praktyki na zajeciach (cases/przyklady zastosowania danej teorii w zyciu, interaktywne seminaria/wyklady, wykorzystywanie economic journals a nie tylko podrecznika profesora...)

- brak poprawek i rzetelnie prowadzone egzaminy (brak ustnych egzaminow, gdzie jak n.p. w Polsce prof. "przepuszcza" 3/4 studentow zeby miec spokoj i moc pracowac na innym etacie...)

- ogrom prac domowych (essays, exercises) (W KONCU ROBILEM COS POZYTECZNEGO)

- prace grupowe (TEAMWORK!)

- wiek kadry (starsi w Polsce, wiecej mlodszych za granica) (MNIEJ "BETONU" W POLSCE POMOZE NASZEJ NAUCE!)

- doinwestowane uczelnie (projektory, IT, itp...) poniewaz opiera sie na systemie prywatnych/non-profit uczelni a nie panstwowych (COZ TU TLUMACZYC WYSTARCZY ROZUMIEC PODSTAWY EKONOMII I LUDZKICH DZIALAN..)

- udostepnianie wykladow online (open download! - po prostu, przeciez nikt profesorom tej wiedzy nie "ukradnie" - co wydaje mi sie jest za 'chowaniem' wykladow przed studentami w Polsce)

OGOLNIE UWAZAM, ZE "REGULY" KTORYMI RZADZĄ SIĘ POLSKIE UCZELNIE WYŻSZE MUSZĄ ZOSTAĆ ZMIENIONE!! Inaczej nic się nie zmieni - nie można narzucić na obecny system (nomenklaturę uczelnianą) nowych reguł bez zmian w populacji akademickiej. NIE MA NA TO LEPSZEGO SPOSOBU NIŻ POPRZEZ ZWIĘKSZENIE KONKURENCJI I OGRANICZENIE PRZYWILEJÓW OBECNEJ 'PROFESURY' - MUSIMY MIEĆ WIĘCEJ POLSKICH NAUKOWCÓW Z ZAGRANICZNYM DOŚWIADCZENIEM I NAWYKAMI NABYTYMI W NAJLEPSZYCH, PRYWATNYCH INSTYTUCJACH NAUKOWYCH - z kontaktami, wiedzą, umiejętnościami zarządzania, ZNAJOMOŚCIĄ JĘZYKA ANGIELSKIEGO, itp...

Robert, 4.11.2009 03:40 | zgłoś nadużycie

2

oceń komentarz
masz 1 głos

O powrotach: W dyskusji zadano pytanie "Co należy zmienić, żeby student lub młody badacz wracał z ulgą na swoją macierzystą uczelnię?" O ile w przypadku studenta jest ono sluszne, o tyle w przypadku mlodego badacza jest to PODSTAWOWY BLAD W ROZUMOWANIU. Zawezamy problem do sytuacji (tak jest np. w ostatnim raporcie FNP) gdy mlody badacz wyjezdza na stypendium "po nauki" bedac "on leave". Czesto wyjezdza tez na stypendia bedace wynikiem dwustronnych umow FNP z partnerem zagranicznym by pracowac nad z gory okreslona tematyka i na przygotowanym stanowisku badawczym pod kierunkiem doswiadczonego szefa zespolu badawczego. Ma rowniez pokryte koszty pobytu rodziny. Wraca i jakie ma problemy: Glownie pretensje, ze w Polsce nie ma takich samych warunkow do pracy.

Co nalezy zmienic: MENTALNOSC srodowiska i stworzyc programy dla ludzi PRAWDZIWIE MOBILNYCH. Przez prawdziwa mobilnosc rozumiem nie tyle przygotwany wyjazd "po nauki" warsztatu i metodologii badan lecz SAMODZIELNOSC polaczona z prawdziwa KONKURENCJA. W Polsce konkurencja ogranicza sie do zdobycia stypendium na wyjazd.

To ostatnie jednak nie nastapi bez stworzenia w kraju RYNKU PRACY na uczelniach, polaczonego z zakazem zatrudniania wlasnych doktorantow bezposrednio po obronie dysertacji.

Nalezy postawic w kraju na mlode pokolenie, ktore samo, bez blogoslowienstwa polskich szefow studiowalo, uzyskiwalo stopnie naukowe, odbylo staze podoktorskie na renomowanych uczelniach. To ci ludzie sa w stanie zmienic oblicze polskich uczelni. Na dzisiaj nie ma jednak dla nich ZADNEJ propozycji (nawet ETATOW) i z bolem musze przyznac nie sa nia rowniez programy FNP, co nie oznacza ze nie odgrywaja one ogolnie pozytywnej roli. Dobrze, ze stypendysci wyjezdzaja by zapoznac sie z "innym swiatem", ale to zdecydowanie za malo!!!

Malgorzata Academicus, 4.11.2009 09:22 | zgłoś nadużycie

1

oceń komentarz
masz 1 głos

O sposobie sprawdzania wiedzy studentow.

1. Wprowadzic ciagla ewaluacje wiedzy sudentow w czasie semestru. Kazda praca, kolokwium winno wchodzic w ocene koncowa; wyniki egzaminu nie powinny byc w 100% decydujace

2. Wprowadzic zasade - NIE MA POPRAWIANIA - jest tylko jeden termin, Drugi za rok

3. Stworzyc na uczelniach warunki, w ktorych prowadzacy ma mozliwosc DOPILNOWANIA by studenci pisali samodzielnie. Tutaj przyklad uczelni farncuskiej, gdzie w latach 2005-2008 przeprowadzalam egzamin na zakonczenie moich zajec. Byla OSOBNA SALA wylacznie do przeprtowadzania sprawdzianow. W niej warunki jak na polskich maturach - osobne ponumerowane stoliki-blaty z numerami. Sekretarka bezposrednio przed wejsciem studentow na sale, wywieszla na drzwiach wygenerowana przez komputer liste studentow z przypisaniem do konkretnego stolu (numer!!!). Studenci mieli na swoich stolach przygotowany KOLOROWY papier kancelaryjny - rozne kolory w bezposrednim sasiedztwie by utrudnic 'podawanie' sobie prac.

Nie popieram nieetycznych zachowan nierzetenie egzaminujacej kadry, ale rownoczesnie uwazam, ze jest to w duzym stopniu wynik NIEWLASCIWEJ ORGANIZACJI (tez regulaminow studiow) na uczelniach. Studenci moga bezkarnie przychodzic na kolejne terminy z nadstawieniem: moze w koncu sie uda (czesto zwlaszcza na pierwszy termin), a dziekani wywierac naciski na prowadzacych do kolejnych terminow, ktore tylko dodaja pracy. Rzetelne przeprowadzenie JEDNEGO terminu egzaminu to bardzo duzy wysilek czasowy. Smutne jest to wszystko...

Malgorzata Academicus, 4.11.2009 09:41 | zgłoś nadużycie

7

oceń komentarz
masz 1 głos

ponizej kilka rozwiazan z zagranicznych uczelni, ktore sa bardzo latwe do wprowadzenia, a jednoczenie moga dac bardzo pozytywne efekty

(studiuje zagranica, podczas tych studiow wyjechalem tez na wymiane do innego kraju)

1. struktura kierunkow:
- pierwszy rok ogolny - przedmioty realizowane bardzo ogolne (np dla akademi ekonomicznej wszyscy na pierwszym roku robia mikro- makro-ekonomie, wstep do zarzadzania, statystyke, podstawy finansow etc),
- nastepnie wybor kierunku, ktory sklada sie z przedmiotow stalych dla danego przedmiotu (zazwyczaj 70-80%) plus reszty dowolnych do wyboru
- nastawienie na praktyczny aspekt! (np na egzaminach ze statystki dostep do wzorow etc)
- wzrost specjalizacji kierunku i poziomu przedmiotow z kazdym rokiem,
- studia to jednak nie jest np kurs ksiegowego - czytanie artykulow naukowych, zwlaszca na kolejnych latach (i to nie bezproduktywne czytanie, tylko critically evaluate and discuss) - rozwniez na polskich uczelniach powinno sie (oczywiscie wedle mozliwosci) czytac materialy zrodlowe czyli artykuly w jezyku ang, dla osob studiujacych np finanse, najlepszym sposobem poznania i wstepem do oceny np. teorii Modiglianiego-Millera bedzie przeczytanie ich artykulow!

2. sposob oceniania przedmiotu
- na poczatku wiadomo jakie w ciagu semestru beda tematy,
- znany tez od razu system oceny, ktory bierze pod uwage nie tylko egzamin, np: continious assesment 30% (np. 1x essay 15% + 1x report 15%), final exam 70%.
- wszystkie prace sprawdzane pod wzgledem plagiaryzmu (prace nalezy oddac w formie papierowaej oraz jednoczesnie wczytac przez internet do programu),
- specjalna aplikacja www z materialami do zajec - student loguje sie i automatycznie ma dostep do katalogow przedmiotow na ktore jest zapisany, w katalogach umieszczone prezentacje z wykladow plus zadania na cwieczenia etc
- baza z egzaminami z poprzednich lat!

3. egzamin
- pytania przygotowane mniej wiecej w polowie semestru wysylane sa do 'external examiner', ktory musi je zatwierdzic (tzn, ze: sprawdzaja to, czego kurs mial nauczyc, nie ma bledow, odpowiedni poziom etc),
- na egzaminie warunki podobne do tych na maturze: numerowane stoliki, poieczetowane kartki do odpowiedzi, egzamin przeprowadzany przez komisje egzaminacyjna w ktorej nie ma nauczycieli danych przedmiotow! egzamin moze byc przeprowadzany w jednej duzej sali dla kilku przedmiotow na raz (pod warunkiem ze trwa tyle samo) - bardzo proste rozwiazanie: stoliki 1-100 przedmiot A, stoliki 101-200 przedmiot B etc
- egzamin oczywiscie kodowany, a nie podpisywany imieniem i nazwiskiem!
- egzamin sprawdzany wewnetrznie + ocenione losowe arkusze oraz arkusze z ocenami w okolicach "fail" wyslane do external examiner
- w przypadku nie zaliczenia egzaminu - tylko jedna sesja poprwakowa w sierpniu (zarowno dla przemiotow z 1 i z 2 semestru),

to tyle na szybko, pewnie cos jeszcze tu dopisze

jan, 4.11.2009 17:47 | zgłoś nadużycie

2

oceń komentarz
masz 1 głos

Kierunek Mikrobiologia lekarska
Ja wyjechalam na Erasmusa na 4tym roku do Anglii i musze powiedziec ze bardzo duzo sie tutaj nauczylam. Praca jest duzo bardziej niezalezna. testy sa nie na zasadzie naucz sie 50 tysiecy zbednych informacji na pamiec i wyrecytuj ale przeanalizuj problem, itp. Poza tym cytowania i publikacje tutaj nawet na etapie studiow musza byc na swiatowym poziomie kiedy na uniwersytecie Lodzkim w ogole nie musielismy uzywac cytowan. Zajecia praktyczne sa za to duzo lepsze w polsce i jest ich duzo wiecej, w Anglii wszystko jest teoretyczne i w ogole jest mniej zajec duzo pracuje sie samemu w domu i w biblitece.
Uwazam ze warto w Polsce zaczac i zdobyc cala wiedze podstawowa w zakresie i praktycznym i teoretycznym a potem wyjechac i nauczyc sie tej wiedzy uzywac czyli radzic sobie z trudnymi zagadnieniami.
No i nie musze dodawac ze sprzet w laboratorium tutaj a w Polsce na Lodzkim to niebo i ziemia ;)
Pozdrawiam

Urszula Burska, 4.11.2009 18:03 | zgłoś nadużycie

4

oceń komentarz
masz 1 głos

witam, moj krotki wyziorys akademicki:
- studia dzienne: 5 letnie magisterskie na politechnice w Polsce
- 1 semestr Erasmusa: Szwecja
- studia doktoranckie (obecnie): Wielka Brytania

mam ten przywilej, ze moge porownac systemy w 3 krajach. kazdy ma swoje wady i zalety i tak naprawde wersja posrednia systemu szkolnictwa czerpiaca z pozytywnych doswiadczen innych ma szanse na przetrwanie i powodzenie.

Polska:
PLUS
- duzo wiedzy ogolnej z roznych dziedzin,
- ciekawe projekty (na studiach inzynierskich),
- duzo jezykow obcych i sportu (dla mnie na +, ale ogolnie dyskusyjne)

MINUS
- bardzo duzo nauki 'na pamiec', bez zrozumienia,
- przepisywanie notatek z tablicy/rzutnika,
- bardzo duzo teorii,
- zero pracy wlasnej i wizyt w bibliotece,
- przeladowany program zajec,
- niechec wykladowcow do dzielenia sie swoja wiedza (i czasem) ze studentami (!!!)
- malo kontaktu z realnymi firmami i potencjalnymi pracodawcami
- malo praktycznych projektow we wspolpracy z firmami partnerskimi
- praktyki studenckie traktowane jako zlo konieczne
- malo pracy w grupie

Szwecja:
PLUS
- ciekawe kierunki/przedmioty
- projekty wykorzystujace realna wiedze i majace zastosowanie w zyciu
- duzo pracy wlasnej w biblio, pisania esejow, zglebiania problemow i szukania rozwiazan i wlasnego punktu widzenia (czyli 'studiowania' w czystej postaci). w ten sposob czlowiek sie duzo uczy, bo sam wyrabia sobie opinie na dany temat. malo godzin zajec.
- zajecia dostepne w jezyku angielskim dla rodzimych studentow i 'international'
- swietna relacja student-wykladowca na zasadzie partnerskiej
- wyklady/slajdy dostepne dla studentow

MINUS
- czasem 'banalne' tematy projekow
- czasem zbyt malo teorii i 'background'

Wielka Brytania
PLUS
- duzo zajec/projektow w malych grupach,
- swietna relacja student-wykladowca, dodatkowe zajecia np. z zakladania biznesu lub 'conferencing' ktore sa punktowane,
- (czasem zbyt) duzo pracy wlasnej i zglebiania tematu na wlasna reke w biblio,
- podpieranie sie referencjami (ksiazki/arty) w raportach, ktore trzeba orzeczytac
- duza mozliwosc publikacji artykulow naukowych,
- wiele organizacji dla profesjonalistow, ktore maja rozne stopnie czlonkostwa (student, member, fellow etc) - bardzo wazne i przydatne w przyszlosci, aby miec dostep do ludzi z branzy
- swietne relacje miedzy uniwerkami a firmami, duzo dni otwartych i prezentacji firm, spotkan z przedstawicielami

MINUS
- drogie oplaty za studia,
- zbyt wiele swobody/braku pomocy przy pisaniu prac (esejow, raportow)
- czeste roszady w kadrze z uwagi na krotkie kontrakty


co do studiow doktoranckich, to:
PL
- obowiazek robienia badan, chodzenia na zajecia i prowadzenia zajec ze studentami. plus pomocna dlon dla projektow promotora. za duzo tych obowiazkow i brak czasu na skupienie sie na badaniach.
- male pieniadze

UK
- obowiazek obienia badan i mozliwosc chodzenia na dodatkowe kursy
- mozliwosc prowadzenia zajec ze studentami, ale nie obowiazek. dobre pieniadze
- jesli ma sie stypendium, to sa to godne pieniadze pozwalajace przezyc
- obowiazek udzialu w konferencjach
- duzo mozliwosci doksztalcania sie i kursy dostosowane do indywidualnych potrzeb
- duzy wplyw studenta na kierunek prowadzenia badan (student sam decyduje jaka metode wybrac, ktora sciezka podazac), konsultacje z promotorami sluza naprowadzaniu na wlasciwy/akademicki tor
- duza niezaleznosci i zaufanie do studenta, brak obowiazku siedzenia 8h w biurze, bo licza sie wyniki
- biura dostepne 24h/d

:)

zycze powodzenia z projektem!
pozdrawiam

Anna Fraszczyk, 5.11.2009 01:00 | zgłoś nadużycie

6

oceń komentarz
masz 1 głos

Nauki biologiczne
Pisze ten komentarz z perspektywy bylego studenta a od ponad 10 lat pracownika naukowego. Studiowalem i zrobilem doktorat na dobrej polskiej uczelni (SGGW), w ramach programu Tempus po doktoracie uczestniczylem w zajeciach na Uniwersytecie w Birmingham (UK) a obecnie pracuje naukowo na jednym z kampusow Uniwersytetu Kalifornijskiego, czasami tez prowadze tu zajecia ze studentami.

Roznice pomiedzy polskimi i zachodnimi uczelniami sa bardzo duze i dotycza wielu plaszczyzn zwiazanych z praca naukowa i dydaktyka. Na kazdej uczelni sa kursy i badania, lepsze i gorsze, wazne jest to co jest standardem i srednia. Te srednie na uczelniach polskich sa zle. Obronilem w Polsce dobry doktorat i skonczylem jako dobry student dobra uczelnie, ale w konfrontacji ze swiatem mialem bardzo duzo brakow, ktore zreszta musze ciagle nadrabiac. Brakow, ktorych nie maja moi koledzy wyksztalceni na uczelniach anglosaskich. Widze takze ze nie jest to problem tylko moj, ale wielu osob wyedukowanych w Polsce.

Elementow skladajacych sie na ten stan jest mnostwo, sprowadzaja sie one glownie do niekompetentnej kadry naukowej i dydaktycznej oraz braku jakichkolwiek mechanizmow ktore te kadre stymuluja do lepszej pracy. Niektorzy wina za taki stan rzeczy zwykli obarczac niedofinansowanie szkol, ale to nie jest glowna przyczyna. Ta widze w zarzadzie uczelni i tym ze wylaniany jest demokratycznie sposrod jej pracownikow. Za stan uczelni rektor odpowiedzialny jest tylko przed Bogiem i historia, i nie jest to nawet nigdzie zapisane ze powinien dbac o dobro uczelni i podnosic jej poziom, Dba zatem o to co odpowiada kolegom/wyborcom czyli finansowanie z kieszeni podatnikow i w obecnej rzeczywistosci "sprzedawanie" za te fundusze jak najwiekszej liczby dyplomow bez wzgledu na ich jakosc. W przypadku rektorow, podleglych im dziekanow i pracownikow akademickich nie istnieje w Polsce ZADEN machanizm stymulujacy lepsza prace a juz na pewno nie dydaktyke.

To wszystko o czym pisza inni na tym forum czyli przestarzale programy dydaktyczne i sposoby nauczania, niekompetentna kadra, brak mechanizmow weryfikacji dydaktyki i nauki, hermetycznosc srodowiska naukowego i dydaktyki, brak lub falszywie pojeta mobilnosc kadry, dopuszczanie plagiatow itd., itd., sa skutkiem niewlasciwego zarzadzania uczelniami, ale tez i przyczyna fatalnego pozimu ksztalcenia akademickiego w Polsce.

Jako wykladowca na uczelni anglosaskiej musialem spelnic wiele wymogow i trudno mi bylo na poczatku taka, nawet czasowa, pozycje dostac. Podlegalem ostrej ewaluacji zarowno przez kolegow jak i przez studentow. Musialem oprocz wiedzy merytorycznej wykazac sie znajomoscia zasad i przepisow dotyczacych prowadzenia zajec, egzekwowania wiedzy od studentow itd. Na szczescie nie musialem sam opracowywac programu kursu, dostawalem go ale widze ile energii wlozyli inni aby byl dobry. Potrzebuje doswiadczenie dydaktyczne aby dostac lepsza prace na uczelni, oprocz licznych publikacji w renomowanych czasopismach. Musze wykazac sie umiejetnoscia pisania konkurencyjnych projetow badawczych. Takie standardy sa egzotyka na polskich uczelniach. I beda egzotyka jezeli rektorzy (zatrudnieni z konkursu przez Zalozyciela szkol wyzszych, czyli MNiE) ich nie wprowadza. Rektor uniwersytetu kalifornijskiego odpowiada przed Rada Regentow, ktorej czlonkow w wiekszosci powoluje Gubernator stanu i bynajmniej nie jest to pogwalceniem autonimii uczelni. Dualizm wladzy zapewnia jej jakosc.

Na dobrych uczelniach rektor dba o to aby rady wydzialow zatrudnialy kompetentnych badaczy/dydaktykow, ktorzy opracuja probramy dydaktyczne na dobrym poziomie, Zadba tez o to aby programy te byly kompatybilne z innymi uczelniami w Europie i na swiecie. Dobrzy badacze zadbaja tez aby ich badania znalazly zewnetrzne finansowanie takze z przemyslu, ksztalcac jednoczesnie magistrantow i doktorantow ktorzy po opuszczeniu uczelni w tym przemysle prace znajda.

Tadeusz Academicus, 5.11.2009 01:32 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

erratum do mojej poprzedniej wypowiedzi
oczywiscie MNiSW a nie MNiE

Tadeusz Academicus, 5.11.2009 01:39 | zgłoś nadużycie

2

oceń komentarz
masz 1 głos

Pozwole sobie jeszcze na ustosunkowanie sie do pytania:
Co należy zmienić, żeby student lub młody badacz wracał z ulgą na swoją macierzystą uczelnię?
Gdzies w jego tle istnieje utarte w polskim srodowisku przeswiadczenie ze mlodzi ludzie uciekaja za granice i pytanie co mozemy zrobic aby ich zatrzymac? Jeszcze kilka lat temu wyjazdy mlodych ludzi byly niepozadane, wrecz napietnowane. FNP w 1997 r. cofnela mi przyznane stypendium dla Mlodych Doktorow poniewaz ktos jej doniosl ze jestem na stazu za granica, co raczej utwierdzilo mnie w przekonaniu ze kariery akademickiej z ojczystym krajem nie powinienem wiazac. Szczerze chcialbym zmienic zdanie.

Mysle ze wlasciwsze byloby inne pytanie:
Co nalezy zmienic, aby polskie uczelnie byly atrakcyjne dla studentow i mlodych badaczy tak jak atrakcyje sa dobre uczelnie anglosaskie?

Dla studentow odpowiedz krotka: Beda atrakcyjne jezeli zaoferuja dobre wyksztalcenie z ktorym absolwent latwo znajdzie zatrudnienie. Stanie sie tak jezeli kasztalceniem studentow zajma sie kompetentni i zmotywowani wykladowcy.

Dla mlodych badaczy i potencjanych wykladowcow: Stwozenie warunkow aby ich stanowisko i uposazenie po powrocie z zagranicy bylo adekwatne do doswiadczenia i dorobku naukowego.
Zaluzmy ze mamy swietnego doktora, ktory odbyl kilka stazy podoktorskich, nazbieral w czasie nich wiecej publikacji niz katedra, ba wydzial z ktorego pochodzi (sam znam takich przykladow przynajmniej z tuzin). Co moze mu zaoferowac jego wlasny wydzial, lub inny wydzial w Polsce? Adiunkta z perspektywa szybkiej habilitacji i mozliwoscia zostania uczelnianym profesorem w przeciagu 5 lat … co najwyzej. Pracuje i ma nad soba w postaci kierownika Zakladu, Katedry czy Dziekana belwederskich z pensja 2-3 wieksza niz jego, ktorzy w najlepszym wypadku nie beda mu rzucac klod pod nogi. Na jakiej plaszczyznie moze z nimi budowac relacje zawodowe? Jest to ksiazkowy przyklad konfliktu interesow. (Nie dalej jak wczoraj sam zostalem przez swa uczelnie zobligowany do ukonczenia kursu dot. wlasnie konfliktu interesow i ich rozwiazywania najlepiej do nich nie dopuszczajac). Chcac zmotywowac Polakow-naukowcow do powrotu uczelnie musza zaoferowac im adekwatne, atrakcyjne pozycje i uniezaleznic ich od istniejacych struktur personalnych – zadanie trudne, ale kompetetni rektorzy moga sobie z tym poradzic. Warunek: rektorzy nie moga byc czescia istniejacej obecnie spolecznosci akademickiej.

Mowiac o stazach zagranicznych chcialbym jeszcze raz podkreslic to co po czesci zostalo juz podjete w jednym z poprzednich komentarzy. Zrobienie doktoratu na moim uniwersytecie zdecydowanie OBNIZA szanse delikwenta na otrzymanie stalego stanowiska profesorskiego, bo uczelnie preferuje mobilnosc. (postawa antagonistyczna do akcji FNP, HOMING). Mobilnosc to zmiana miejsca zatrudnienia a nie wysylanie pracownikow na stypendia tez ERASMUS’a. Mozna je raczej porownac do szkolenia pracownika poza maciezystym osrodkiem (jak najbardziej pozadane) i to na uczelniach amerykanskich ujac mozna jako sabbatical, kiedy pracownik dostaje pensje ale nie ma obowiazku dydaktycznego wobec swojej uczelni. Najlepiej aby w tym czaiei wyjechal (z reguly rok) i popracowal gdzie indziej zdobywajac dodatkowe doswiadczenie.

Mobilnosc to zmiana miejsca zatrudnienia i zmiany stosunkow pracy, ktore w nauce sa bardzo istotne bo ksztaltuja samodzielnosc naukowa. Przyznam sie ze zatrwazajacy byl dla mnie opublikowany na stronie FNP 100 stronicowy raport o mobilnosci, ktorego autorka w ogole problemu i istoty mobilnosci zdaje sie nie rozumiec.

Wracajac do postawionego pytania – to nie chodzi o to aby ludzie wrocili, czy aby ich jakos zatrzymac. To zrobic jest latwo i latwo wroca szczegolnie ci mierni, ktorzy za granica zrozumieli ze nie maja zadnej szansy zaistniec w konkurencyjnym swiecie. Chodzi o to aby sciagnac do Polski tych najlepszych, ktorzy w walce o olimpijski ogien i w swiatowej kompetycji byli w stanie zawalczyc o podium. Tylko tacy beda w stanie ksztalcic przyszlych mistrzow olimpijskich.

Tadeusz Academicu, 5.11.2009 07:31 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

Szanowni Panstwo, z moich doswiadczen zwiazanych z uczelniami brytyjskimi wynika jedno: raz jest lepiej raz gorzej, ale zawsze ogromna wage przywiazuje sie tam do sposobu komunikowania miedzy ludzmi. Jesli to tylko mozliwe (np. juz na poziomie graduate studies) uzywa sie w relacjach miedzyludzkich samych imion. Stwarzana jest atmosfera, aby dyskusje byly otwarte, szczere i aby mozna bylo zadac dowolne pytanie. W Polsce obowiazuje sztywnosc, chlod. Byloby dobrze aby tutejsza dyskusja bardziej przypominala klimatem, dyskusje w krajach anglosaskich. Co przez to rozumiem? Po pierwsze, czeste pojawianie sie na forum osob formalnie zwiazanych z projektem. Co wiecej, to powinno byc pojawianie sie takie swobodne (" w ciapach i bez krawata", jak mawia Marek Wronski). Po drugie, dobrze byloby wspomniec o sprawach finansowych projektu. To, ze ktos ma napisac na koncu opracowanie i wziac za to pieniadze, to jest jak najbardziej OK. Ale, jesli sie tego nie mowi otwarcie, pelnym glosem, to moze zachodzi podejrzenie, ze tak jak w przypadku FNP i akcji "powroty" mamy znowu doczynienia z jakas niezbyt dokladnie dopracowana inicjatywa (tj. byc moze swietna w zalozeniach, ale ktora jednak nie spelnia w pelni oczekiwan osob poza krajem ) . Reforme nalezy robic poprzez propagowanie, mozliwie na wlasnym przykladzie, najlepszych wzorcow oraz poprzez autentyczna, szczera wymiane opinii. Sumarycznie, bardzo ciesze sie, ze akcja uczelnia2020 wystartowala, ze zostal w koncu zlamany monopol organizacji okolorzadowych na proponowanie zmian i zycze powodzenia p. Krzysztofowi Rybinskiemu i p. Wojciechowi Misiagowi w realizacji przedsiewziecia.

Zbigniew Mitura, FIAP, 5.11.2009 19:31 | zgłoś nadużycie

3

oceń komentarz
masz 1 głos

Jeszcze kilka uwag, ktore wydaja mi sie istotne.

Pamietam ze kiedy rozpoczynalem prace na uczelni w Stanach duzym
zaskoczeniem bylo dla mnie to ze wiele kwestii, ktore w Polsce zalatwiane,
czy traktowane byly na zasadzie umownej tutaj zostalo po prostu
zapisanych. Dotyczy to dydaktyki czyli relacji wykladowca-student, ale
takze dzialalnosci naukowej placowki w ktorej istotna sprawa sa relacje
pomiedzy pracownikami wlaczajac w to relacje szef-podwladny. Oceniajac
kolokwia jestem na pismie zobowiazany aby robic to obiektywnie, w efekcie
tego tak np. ukladalem pytania dla studentow aby ta ocean byla latwa dla
mnie do przeprowadzenia i jednoznaczna, co nie jest latwe przy zadaniach
problemowych. Zgodnie z zapisanymi zasadami, moja subiektywna ocena
studenta nie moze przekraczac 5% ogolu oceny, czyli punktow ktore zbiera
za kolokwia, egzaminy czastkowe itd. Mam prawo uzyc te 5% lub nie i
oficjalnie moge studentowi ocene oblizyc za to ze sie np. spoznia na
zajecia, albo podwyzszyc za to ze widze u niego postep w przyswajaniu
wiedzy “tzw. performance”. Zapisanie takich zasad reguluje wiele rzeczy,
ponadto daje odnosnik w kwestiach spornych.
Podoba mi sie czesto tu stosowana zasada relatywnej oceny, ktora nie wiem,
moze juz zostala wprowadzona na uczelniach w Polsce. Wyglada to tak ze
studenci uzyskuja koncowa ocene na podstawie swoich punktow w stosunku do
rozkladu punktow na calym kursie. Mozna to oczywiscie lekko modyfikowac
wprowadzajac minimum potrzebne do zaliczenia. Eliminuje to sytuacje w
ktorej jeden wykladowca, ktory nie potrafi uczyc i oblewa 90% kursu zaniza
dobrym studentom srednia. Po drugie wprowadza do grupy konkurencje i
stymuluje do pracy zaspolowej, ktora podkreslil juz ktos tutaj przede
mna. Redukuje tez sciaganie jednych od drugich. Egzminy “Open book” o
ktorych zawsze marzylem bedac studentem w Polsce i ktorych idei na moim
SGGW nikt nigdy nie rozumial tu sa na porzadku dziennym.
W momencie kiedy oficjalnie zaczalem kierowac studentami czy innymi
pracownikami automatycznie musialem przejsc szkolenia dotyczace zasad
wspolpracy. W jaki sposob mam traktowac podwladnych, co mi wolno a czego
nie, jakie sa konsekwencje odchodzenia od tych zasad. W efekcie np. boje
sie zostawac ze studentka sam na sam w czasie konsultacji, albo tak staram
sie je prowadzic aby uczestniczylo w nich jednoczesnie wielu studentow.
To moze wyglada na absurd, ale jest na pewno lepsze od oferty zaliczenia
za wspolnie spedzona noc, a takie oferty zdarzaly sie na polskich
uczelniach jak bylem studentem. Podobnie w relacja pracownik – podwladny.
Na uczelni istnieje mediator, ale takze wiele office’ow ktore posrednia
role mediatora spelniaja. Konflikty interesow nie sa zamiatane pod dywan
albo sprowadzane do wstydliwej sfery ktora sie przemilcza. Powoluje sie
osobe, ktora konkretnym potencjalnym konfliktem interesow sie zajmuje.
Ewaluacje, ktore wystawiaja mi studenci sa numerowane, ewidencjonowane i
ja nie mam prawa zebrac ich od studentow i zaniesc do biura, ktore
organizuje kurs, nawet jezeli studenci mnie o to poprosza, taki jest
wymog. Otrzymuje jednak ich kopie po zakonczeniu kursu. Jezeli uwazam ze
moj zwierzchnik traktuje mnie nie tak jak powinien moge z nim porozmawiac
i powiedziec co mi sie nie podoba lub isc z tym do mediatora. Ten
pierwszy sposob jest na ogol lepszy, bo moj zwierzchnik raczej bedzie mi
wdzieczny ze problem staram sie rozwiazac wewnetrznie i nie nadszarpuje
jego dobrej opinii, bo mediator bedzie musial moj raport odnotowac.
Jezeli sie okaze ze moj zwierzchnik zaczyna mnie tepic po takiej
interwencji szykuje na siebie podwojny bat i takie praktyki objete sa
specjalnymi klauzulami. Zasady rekrutacji, otwarte konkursy i ewaluacja za
dorobek publikacyjny to osobny, szeroki temat.

Dobra dydaktyka na uczelni jest efektem wlasciwych stosunkow pracy na
wsrod wekladowcow. Te stosunki pracy obecnie odtraszaja mlodych ludzi od szukania zatrudnienia na polskich uczelniach; nieadekwatne do doswiadczenie uposazenie jest drugim elemenetem.

Tadeusz Academicus, 6.11.2009 18:26 | zgłoś nadużycie

2

oceń komentarz
masz 1 głos

Studiowałam na uczelni angielskiej przez rok (Erasmus, nauka przyrodnicza). Dla polskiego studenta to zderzenie z innym światem.
1. Jakość zajęć - pod tym ogólnym pojęciem rozumiem wkład pracy ze strony uczących, jak i uczących się. Okazuje się, że kluczem jest dobra organizacja. W UK obu stronom "się chce" - ciekawe problemy są dyskutowane, studenci są zachęcani do zabierania głosu, poruszane są nie tylko sprawy dotyczące bezpośrednio tematu zajęć, ale też bieżących wydarzeń lub nowości w danej dziedzinie nauki.
Wykładowca jest dla studenta - daje mu materiały, zapewnia stały kontakt mailowy lub osobisty. Mobilizuje to studenta, okazuje się że jego zdanie się liczy. Niezachęconych nie trzyma się na siłę na uczelni, bo biedacy muszą mieć dyplom.

2. Sposób przekazywania wiedzy - praktyczne podejście. Przykład: zajęcia terenowe wymagające samodzielnego powtórzenia i usystematyzowania wiedzy o technikach badawczych, samodzielne zaprojektowanie przeprowadzanych doświadczeń w celu rozwiązania konkretnego problemu. Nie neguję potrzeby istnienia przedmiotów podstawowych, o czym w punkcie następnym...

3. Większa elastyczność planu studiów - pierwszy rok jest rokiem "sztywnego" planu zajęć, następne lata to czas wyboru tego co studenta interesuje i czego chciałby się uczyć. Wybór przedmiotów ze względu na zainteresowanie i brak ograniczenia do jednego wydziału. Przez dwa pierwsze tygodnie student uczęszcza na zajęcia jakie tylko mu się spodobaja, po czym ocenia czy mu się podobały i wpisuje (lub nie) do swego planu zajęć.

4. Organizacja - na początku semestru plan wszystkich zajęć, forma zaliczenia, literatura, panujące zasady. Prace pisane przez studentów oddawane w specjalnych biurach, student otrzymuje kopię potwierdzenia oddania pracy. Ocenę wystawia najczęściej dwóch lub więcej oceniających. I bardzo ważne - jeżeli ocena nie zalicza egzaminu to go NIE zalicza, jest możliwość poprawy w lipcu. Jedna i ostateczna, w przypadku jej nie zdania nie przepuszcza się biednego studenta z powodu jego pięknych modrych oczu.

Ściskam mocno kciuki za powodzenie reform, przepraszam za błędy.

Margo, 7.11.2009 05:11 | zgłoś nadużycie

1

oceń komentarz
masz 1 głos

Przedmiot: Ekonomia
Kraj: Anglia

Plusy studiów w Anglii:
-dostępność wykładowców i tutorów (zawsze, gdy czegoś nie rozumiem mogę albo iść na konsultację indywidualną, albo nawet wysłać e-mail z pytaniem). Poza tym relacja wykładowca-student jest bardzo fajna. Żaden profesor nie ma się za boga, zawsze można podejść i pogadać.

-materiały są zawsze dostępne na specjalnej stronie internetowej i nie muszę prosić o slajdy.N iektórzy nawet zamieszczają odpowiedzi na niektóre pytania z ćwiczeń w sieci. I o dziwo, studenci nie opuszczają przez to masowo zajęć. Po prostu mówi się nam, że zamiast zapisywać wszystko w zawrotnym tempie, powinniśmy przyjść z wydrukowanymi slajdami i SŁUCHAĆ oraz starać się jak najwięcej zrozumieć. Oszczędzi to nam siedzenia godzinami nad książką (samemu jest trudniej ogarnąć nowy meteriał).

-Często odsyła się nas do gazet, blogów i materiałów, które są często aktualizowane. Np. musiałam ostatnio obowiązkowo obejrzeć wykłady Krugmana na LSE w internecie. Pomaga to zrozumieć teorię.

-Duży nacisk na zrozumienie, a nie wykucie na pamięć. Dużo przykładów wziętych z życia.

-Nie ma ściągania. Może i by się dało, ale nie chciałabym wylecieć z uczelni, więc nie ściągałam JESZCZE NIGDY podczas studiów.

-Studenci oceniają wykładowców (nie wiem, czy takie coś jest w Polsce). Ogólnie chodzi o to, że pod koniec semestru, każdy dostaje anonimową ankietę i w niej ocenia wykładowcę lub tutora. Jeśli jakaś konkretna osoba dostanie bardzo niskie oceny, to obcina jej się ilość godzin które może uczyć w przyszłym roku. Nie wiem, czy w Polsce nie skończyłoby się to "umawianiem się" na zniszczenie konkretnych wykładowców bez powodu, ale można pomyśleć nad tym jak to sprawnie zorganizować. Może wykładowcy trochę by się zmotywowali, żeby dobrze prowadzić zajęcia.

-Ocena na koniec studiów jest bardzo ważna. Znów - nie wiem jak jest w Polsce, ale w UK, pracodawcy życzą sobie konkretnego wyniku: np. 1st class degree (średnia ważona wszystkich ocen: 70%). W ten sposób studenci sami się motywują i nie ma podejścia "aby tylko zdać".

Minusy studiów w Anglii:
-nie trzeba mieć na maturze żadnych konkretnych przedmiotów (można zdać sobie powiedzmy fotografię, filozofię, biologię i dostać się na ekonomię). Rezultat jest taki, że ludzie są kompletnie nie przygotowani do studiów.
-matma kuleje niestety - przez pierwsze 2 lata pozwala się studentowi znać tylko bardzo podstawowe rzeczy+trochę statystyki a potem na trzecim bombarduje się go niezrozumiałymi wzorami. Możliwe, że tak jest tylko u mnie.
-jest drogo

qwerty, 9.11.2009 18:43 | zgłoś nadużycie

11

oceń komentarz
masz 1 głos

UK: 1 kier: ekonomia, 2 kier: prawo
Studiowalem w Polsce, bylem zaangazowany w dzialanosc samorzadu studenckiego, bylem czlonkiem komisji dydaktycznej i Senatu UWr.
Kilka uwag:
co do przebiegus studiow w UK:
Najwazniejsze: Wyrzucaja za prace niesamodzielna, czy to sciaganie czy plagiat!!!!
Naklada sie duzo wiekszy nacisk na prace samodzielna. Praktycznie w kazdym momencie jestem w trakcie pisania jednego lub kilku esejow. Praca jest duzo latwiejsza niz w Polsce bo standardem jest dostep do e-bibliteki: Athens system. Zajecia przebiegaja na pracy nad case studies opracowywane w grupie na cwiczeniach, duzy nacisk polozony jest na prace zespolowa, dyskusje (ktora jest oceniana na biezaco przez Tutora) Osoby prowadzace zachecaja do wymiany pogladow, przy czym sa bardzo otware na roznice, jesli sie z Toba nie zagadzaja to poprosza o dodatkowa argumentacje. Wielokrotnie podkreslane jest ze nie ma dobrej lub zlej odpowidzi sa tylko slabe argumenty. Co jest tez zauwazalne to siwezosc podawanych informacji, czasami zdazalo sie ze dyskutowalismy wydazenia z biezacego dnia. Wykladowcy i tutorzy sa latwo dostepni, otwarci na rozmowe dyskusje i wyminae pogladow. Panuje nieformalna atmosfera. Bardzo dobre materialy, po kazdych zajeciach rozdawane sa handouts.
Kontrakty na uczelniach sa zawierane na krotkie okresy i praca jest na biezaco monitorowana: co semestr: 3 razy w roku w zeszlym roku mielismy taki przypadek ze znanego francuskiego profesora zdjeto z wykladow w trakcie roku akademiskiego bo mial problemy z komunikowaniem sie w j. angielskim i prowadzil nudne wyklady. Wszelkie oceny sa weryfikowane przez inna osobe spoza collegu.
Wykladowcami sa nie tylko naukowcy ale takze specjalisci praktycy z danej dziedziny daja dostep o realnej wedzy praktycznej. Duza ilosc visiting profesors: ztakich uczelni jak Harvard, UCLA, Yale, Sorbona itd.
B. duza ilosc elektywow i bardzo elastyczne programy studiow.
Co do dzialania uczelni:
Silny nacisk kladzie sie na badania stosowane (applied) ktore automatycznie stosowane w przemysle biznesie. Budzet uczelni tylko w 30% sklada sie ze srodkow publicznych, reszte stanowia granty badawcze. Duza ilosc srodkow pochodzi z biznesu: komercyjne wykorzystanie potencjalu badawczego. W zeszlym roku Kings College pozyskal 50 mln £ ze srodkow private equity na stworzenie funduszu badawczego.
Uniwersytety tworza spin-off companies.
Rodzielona jest sicezka naukowa, dydaktyczna i administracyjna. Universytetem zarzadza rada zarzad oplacani specjalisci od zarzadzania i dodatkowo i prace nadzoruje rada nadzorcza: zlozona z wybitnych osobistosci (Ksiezniczka Anna) i specjalistow, czlonkowie rady nazdorczej nie sa wynagradzani.
Drobna rzecz: zamowienia dla wszystkich colledzy Uni of London sa realizowane przez jedna agencje. Kazdy college sklada zamowienia do tej agencji, one sa pozniej skladane w wieksze "pools" i realizowane przez ta agencjie, ktora wykorzystujac efekt skali moze moze uzyskac lepsze warunki.

Seco, 17.11.2009 14:50 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

Jeszcze raz ja, przepraszam w poscie ponizej za straszliwe literowki, ale cos niedobrego stalo mi sie w klawiature...

Seco, 18.11.2009 01:24 | zgłoś nadużycie

0

oceń komentarz
masz 1 głos

Studia-Anglia i Irlandia (Ekonomia i Tourism Marketing)

Różnica w podejściu do studenta:
- tam jest partnerem, u nas masą
- tam na jednego wykładowcę przypada średnio 4-10 studentów, u nas dolna granica to 20

Różnica w wyposażeniu:
- tam, wykłada się co najmniej przy wykorzystaniu laptopa i rzutnika, u nas wciąż dominuje papier
- tam, znacznie lepszy standard pomieszczeń

Różnica w wiedzy kadry:
- u nas przeważajaca część nie zna języka angielskiego, który jest językiem świata
- u nas, słabe otwarcie na nowe tezy
- u nas, niski poziom śledzenia tego, co się dzieje w światowej nauce (pokłosie nieznajomości języków?)
- u nas naukowcy nie są rozliczani z komercjalizacji badań, więc tego nie robią. Tam kadra jest zatrudniania na kontrakty i ma na siebie zarobić (np sciągając grant badawczy). Nie zarobi - umowa nie jest przedłużana.

Komercjalizacja badań:
- tam kładziony na to bardzo duży nacisk. U nas, zerowy
- tam stara się przyciągnąć biznes. U nas to wciąż pustynia
- tam stara się by badania miała charakter komercyjny. U nas, środki na nie przyznaje się po znajomości

Podejście studentów:
- tam, płacą a więc wymagają od kadry. U nas, student się cieszy, kiedy zajęcia się nie odbywają
- tam, zero tolerancji dla ściągania. U nas, chleb powszedni

Pzdr
A.

Arkadiusz J.Stawicki, 11.12.2009 19:47 | zgłoś nadużycie

Dodaj komentarz:

CAPTCHA image